O tym, jak kompleksy potrafią przeszkadzać w życiu codziennym i intymnym, wie każda kobieta, która nie jest z siebie zadowolona. Pierwszym, naczelnym i najpopularniejszym kompleksem to „jakość” naszego ciała – nie zawsze wysportowanego, umięśnionego, jędrnego, jak u modelki.
Istnieje w nas taki „mały cenzor”, złośliwy głos, który napastliwie powtarza, że daleko nam do ideału, że wstyd odsłonić kawałek brzucha, trochę uda czy pupę. A z takim właśnie towarzyszem naprawdę trudno czerpać satysfakcję nie tylko z doświadczeń seksualnych, ale i… z życia.
Ukrywanie
Głos złośliwego chochlika zmusza nas do działań irracjonalnych. Kiedy dochodzi do sytuacji intymnej, a ubrania lądują na podłodze, szybko, niemalże instynktownie i w totalnej panice sięgamy po kołdrę, koc lub cokolwiek innego, co by zakryło wstydliwe fragmenty ciała. Ulgę odczuwamy, gdy nasz partner woli uprawiać seks późnym wieczorem, nie rano, bo ryzyko, że przyjrzy nam się uważnie, diametralnie się zmniejsza. Niektóre kobiety ukrywają ciała przed swoimi mężami długimi latami, zupełnie nie potrafiąc pogodzić się ze swoim wyglądem.
Zrzucenie zbędnych kilo często nie pomaga, wysiłek który wkładamy w dietę i ćwiczenia jest niewystarczający – bo ciało staje się mniej jędrne, brakuje mięśni, piersi już nie sterczą, trudno u dojrzalej kobiety o figurę dwudziestolatki. Obsesyjnie porównujemy się do rówieśniczek, a często i do gwiazd ekranu, by katować się i użalać coraz mocniej nad swoim nieszczęsnym losem domniemanego „paszteta”. Czy istnieje dla nas ratunek?
Autodestrukcja
Psychologowie zaobserwowali ciekawą właściwość. Jest nią kobieca chęć do autodestrukcji. Co to znaczy? Kobiety, nie aprobujące swojego ciała, zamiast działać, pracować nad sobą, uczyć siebie akceptacji, częściej podświadomie wolą słyszeć potwierdzenie „prawdy o sobie”. W komplement nie uwierzą, ale krytyka przyniesie im swoistą ulgę – bo „nareszcie ktoś jest ze mną szczery”. Komunikaty napływające z zewnątrz (od koleżanki czy partnera), że faktycznie „mogłabyś nad sobą popracować” (odbierane skrajnie jako: jestem brzydka, gruba, beznadziejna, obrzydliwa, wszyscy się ze mnie śmieją), zamiast motywować, dają przyzwolenie na zatracenie się w tej nieatrakcyjności, zaniedbanie się i przytycie kolejnych kilogramów.
Wyzwolenie
Co w takiej sytuacji radzą specjaliści? Plagą naszego dzisiejszego świata, nie tylko w kategoriach seksualności, jest budowanie samoświadomości na zdaniu innych. Przy czym łatwiej nam uwierzyć w krytykę niż w pochwałę. Tymczasem klucza do zaakceptowania siebie, motywacji do pracy nad własnym ciałem, powinniśmy szukać w nas samych. Zacząć się zmieniać DLA SIEBIE, nauczyć się myśleć: „mam gdzieś, co ty myślisz i jak ja przy tobie wyglądam”.
Powinniśmy zrozumieć, że dbając o siebie, sprawiamy przyjemność nie partnerowi w łóżku (przynajmniej nie tylko), nie koleżankom i znajomym, ale przede wszystkim sobie. Fajniej przecież jest być zadbaną nawet wtedy, gdy siedzimy same w domu i nikt na nas nie patrzy. My patrzymy, my widzimy swoje uda, stopy, brzuch – i to jest najważniejsze! Moi Drodzy, czas na egoizm!














