Przeciętnemu Europejczykowi Japonia kojarzy się z manią postępu technicznego, pracowitością (a raczej mrówczym pędem) i skrajną dyscypliną. Jest i jednak druga strona tego obrazu. Japończycy lubią odreagowywać stres i przemęczenie, zmieniając się przy tym nie do poznania. Z przykładnych pracowników, stają się wyuzdanymi maniakami seksu.
Rzeczy nienazwane po imieniu
Japonia jest krajem bijącym rekordy w ilości odwiedzin w domach publicznych, hotelach miłości, gabinetach seksualnego masażu i różnego typu salonów, świadczących usługi z zakresu fizycznej miłości. To seks jest tu motorem życia i jedną z najbardziej dochodowych gałęzi przemysłu. Ci, co pragną zarobić duże pieniądze, już wiedzą, że im więcej perwersji w ich pomysłach, tym i zyski wyższe. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni są jednak nie tylko seksualnymi maniakami, ale i potrafią nieźle się kamuflować. Domy publiczne nazywają się tu hotelami, „kabaretami” bądź „różowymi salonami”, a obsługujące je „hostessy” to tak naprawdę prostytutki. Nikt tu nie nazywa rzeczy po imieniu.
Seks-karaoke i seks-sushi
Popularność seksu w Japonii wymusza również ostre prawo konkurencji. Walka o klienta jest bezwzględna, co sprawia także, że wszystkie chwyty są dozwolone. Istnieją tu na przykład kluby karaoke, w których gość śpiewa przez mikrofon swój ulubiony przebój, a w tym samym czasie „klub” zapewnia mu podkład muzyczny i „panienkę”, która wykonuje soliście seksualny masaż. Już od lat 90. popularne w Japonii są tzw. programy „sushi”, do których zatrudnia się hostessy z długimi włosami. Te oplątują nimi intymne miejsca klienta, tak jak morskie wodorosty gałeczki ryżu w potrawie sushi – a następnie zaspokajają go – korzystając już z pomocy rąk.
Finezja seksualna, która nie zna granic
Finezja Japończyków nie zna granic. Istnieją miejsca, w których za uiszczenie odpowiedniej dopłaty, otrzymuje się klucz do pokoju, w którym śpi kobieta przebrana za uczennicę. Można ją „zaskoczyć”, zakładając specjalne kapcie na miękkich podeszwach, by nie usłyszała, że ktoś się skrada – a dopiero to poczuła. W wielu miejscach można także wynająć tzw. serwisy biurowe. Zaraz po telefonie pojawia się hostessa, która najpierw wysłuchuje frustracji pracownika, by potem mu ulżyć. To wciąż mało – na terenie Japonii znajduje się mnóstwo hoteli miłości, które korzystają w finezyjny sposób z najnowszych osiągnięć techniki. Ich pomieszczenia mogą imitować statki UFO, piramidy, pola golfowe czy dżunglę. Seks możesz uprawiać wszędzie, gdzie zamarzysz.
Niebezpieczny seks
Te seksualne Disneylandy nie są jednak bezpieczniejszymi miejscami, daleko im do oazy spokoju. Twarde narkotyki, mafia, zbrodnie – to codzienność japońskich hotelów miłości. Japońskie podejście do przyjemności fizycznej może nas, Polaków, przyprawić o zawroty głowy – pewne rzeczy są u nas po prostu nie do pomyślenia. Tymczasem tam, w kraju, w którym wytęskniona żona widzi swojego męża zaledwie 2 godziny dziennie, a tak zwany „skok w bok” to już codzienność, wyuzdany, „ciężki”, przekraczający wszelkie granice seks – to nikogo nie dziwiąca już norma.

Oj, nie każda kobieta to lubi. Statystyki mówią wyraźnie – jedynie co czwarta z pań w Polsce chętnie uprawia miłość francuską. Paniom taki rodzaj pieszczot wcale nie kojarzy się z francuskim wyrafinowaniem, a raczej ze zwierzęcością, pornografią i niezdrowymi instynktami. Socjologowie mówią o tzw. kompleksie „madonny”. Po prostu – pewnych rzeczy się nie robi. Ale w sumie… dlaczego?
Mówi się, że facet powinien mieć tzw. „jaja”. Można zatem żartobliwie powiedzieć, że jeżeli już je posiada, powinien także o nie dbać. Jądra, odpowiedzialne zarówno za potencję, jak i płodność, są niezwykle ważnym, a także delikatnym organem w ciele mężczyzny. Zaniedbując je, można nabawić się nieprzyjemnego i wstydliwego kłopotu.
Jak wiadomo, w tradycyjnej anoreksji chory zrobi wszystko, by nie jeść. Z kolei w anoreksji seksualnej niechęć i obrzydzenie dotyczy seksu – cierpiący na tę dolegliwość za wszelką cenę będzie chciał uniknąć zbliżenia seksualnego. Wymówki mogą być różne: migrena, ból, złe samopoczucie, zmęczenie – chodzi o to, by intymny moment jak najbardziej odsunąć w czasie, a najlepiej zupełnie go ominąć. Skąd bierze się owa rozpaczliwa ucieczka przed seksem?
Nie musimy nic mówić. Nie musimy się ruszać. Możemy stać nieruchomo i cicho, a nasze ciało i tak będzie przemawiało z nas. W jaki sposób? Zapachem. To sprawka feromonów, które są najstarszym i najbardziej pierwotnym sposobem komunikacji między ludźmi.
my z wizytą u seksuologa, nawet wtedy, gdy intuicja podpowiada nam, że powinniśmy zawitać do jego gabinetu jak najszybciej. Obawiamy się rozmów o seksie i problemów z nich związanych, bagatelizujemy niepokojące sygnały, zastanawiamy się, w czym mógłby nam pomóc zupełnie obcy człowiek, skoro nie może zaproponować nam konkretnego zabiegu likwidującego konkretne zaburzenia? Wstyd i brak wiary w powodzenie terapii to najczęstsze przyczyny niewielkiej kolejki do seksuologa.
Niestety, nie zawsze plan seksu na pierwszej randce kończy się powodzeniem. Nie tak łatwo zaciągnąć kobietę do łóżka w aż tak ekspresowym tempie… a przynajmniej nie każdą. Szczególnie, że wciąż w naszej świadomości istnieje tzw. zasada trzeciej randki, którą kobiety, chcąc uchodzić za „damy z klasą”, starają się skrupulatnie przestrzegać. Tymczasem portal FreeDating.co.uk postanowił ułożyć listę osób, które są bardziej skore do igraszek już podczas pierwszego spotkania. Kto to taki? Warto wiedzieć.
Angielski seksuolog, Rajan Bhonsle, z pomocą badań z zeszłego roku ustanowił pewien budujący fakt –udowodnił bowiem, że to właśnie zimą, nie latem, seks smakuje wyjątkowo dobrze. A to za sprawą wyjątkowo silnej potrzeby kontaktu i ciepła drugiego ciała, a także chęci nawiązania poczucia bliskości, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Jeśli zatem pogoda nie dopisuje, nie miejmy oporów, by zostać w łóżku (byleby nie sami) i potwierdzić na własnej skórze tezy angielskiego naukowca.
W jaki sposób dobrze zakończyć stary rok i jednocześnie powitać nowy? Balangą do białego rana? Kacem i bólem głowy? Pretensjami do partnera, że znowu przesadził z alkoholem? Nic dziwnego, że czasami dopada nas zmęczenie corocznym poszukiwaniem miejsca na fajną, „sylwkową” bibę, naciskiem na towarzyską aktywność tej nocy i szał poszukiwania kreacji. Całe szczęście istnieje alternatywne wyjście dla tych, którzy chcą w tym roku zrezygnować z sylwestrowego zamieszania. Co to ? A to SEKS właśnie!
Choć wydawać się to może niemożliwe, to prawda. O dzisiejszym pokoleniu 30-latków mówi się jako o zdolnych i… znudzonych seksem. Skąd wzięła się ta opinia? Czy to prawda, że coraz mniej interesujemy się intymną sferą naszego życia? Czy jesteśmy mniej zaabsorbowani seksem niż kiedyś?