Felietony

Seks oralny? No i po co się wstydzisz?

Zaskakujący może wydawać się fakt, że są jeszcze wśród nas tacy, którzy się tego wstydzą. Świat poszedł do przodu, coraz więcej naszych, często nieuzasadnionych obaw, zostaje niwelowanych. A tymczasem pewna wrodzona kulturowo nieśmiałość dotyka niektórych (a szczególnie niektóre) z nas i nie pozwala swobodnie cieszyć się seksem. Stop wstydowi! – chciałoby się wykrzyknąć. Wytoczmy mu wojnę, bo to on przeszkadza nam cieszyć się życiem.

Kultura a wstyd

W naszym wstydzie nie kryje się wielka filozofia. To kwestia kultury i wychowania według chrześcijańskich, bogobojnych zasad. Wielu z nas zostało odchowanych w przekonaniu, że seks jest grzechem, pokazywanie ciała nie świadczy o nas dobrze, nie mówiąc już o bliskości w miejscach intymnych dwóch obcych osób/ciał. I mimo świadomości, że seks oralny może przynieść nam nieziemskie rozkosze, czasem krępujemy się, by w pełni odsłonić najintymniejsze fragmenty naszego ciała przed własnym partnerem. Kobiety zadręczają się obawami, że być może mężczyzna, który zaczyna pieścić je w ten sposób, czuje niepożądany zapach lub w ogóle go to nie „kręci”. Natomiast panie, które na siłę starają się przemóc, przeważnie tracą na przyjemności – orgazm ucieka za każdym niepożądanych ruchem partnera i myślą o tym, co też chodzi mu po głowie.

Podstawowa metoda – do niczego się nie zmuszaj

Jak wiec wyzwolić się z kleszczy wstydu? Czy istnieje rada na to, by mimo wrodzonej nieśmiałości czerpać pełnię przyjemności z oralnych pieszczot partnera? Naczelną zasadą przy próbach osiągnięcia satysfakcji jest swoboda. Nic na siłę. Jeśli czujesz obawy, dyskomfort, w ogóle cię to nie podnieca – zrezygnuj. Zostaw to na inny, lepszy moment, kiedy będziesz bardziej rozluźniona, bardziej chętna do różnego rodzaju igraszek. Bo w tym właśnie tkwi klucz powodzenia – w rozluźnieniu i zaufaniu. Jeśli pożądasz swojego partnera, a on potrafi rozpalić cię bez niepożądanych pieszczot do granic możliwości, to masz wtedy gwarancję, że prawdopodobnie skusisz się na coś więcej – bez oporów, bez skrzywionej miny, bez zniechęcenia. Jeśli natomiast w Waszej intymnej relacji tkwi fałsz – on nie robi tego, tak jakbyś miała ochotę, lub też kompletnie nie zależy ci na tym zbliżeniu, a jedynie się oszukujesz – satysfakcji nie uświadczysz.

Tylko jedyna słuszna droga – gra wstępna

Gra wstępna to przepustka do wszelkich przyjemności, jakie możecie sobie zafundować za pomocą udanego seksu. Przeprowadzona wprawnie, umiejętnie i z dużą dozą cierpliwości, jest w stanie przełamać naprawdę najtwardszy lód oraz najbardziej niechętną i przestraszoną partnerkę. Partner, który za szybko chce przechodzić „do rzeczy”, naciska, pyta „a dlaczego?”, „a może już?” powinien się jeszcze sporo nauczyć. Nie od dziś bowiem wiemy, i nigdy zresztą nie było to tajemnicą, że nasze ciała  naprawdę potrafią zawładnąć nad naszym zdrowym rozsądkiem. Że mimo iż kształtuje nas kultura wstydu i oporów, jesteśmy w stanie w te pędy ruszyć za instynktami, za gwarancją rozkoszy, czułości i ekstazy, jeśli tylko mamy ku temu namacalną okazję. Wystarczy te instynkty rozbudzić. Kobieta, która czułe całym ciałem, że orgazm tym razem jest możliwy, jest już blisko, na wyciągnięcie ręki – nie zrezygnuje, nie wycofa się, będzie chciała brnąć w to dalej. Aż do szczytowania.

1 Komentarz

Mężczyzno! Ucz się od lesbijek!

Jak zadowolić kobietę? – to temat wiecznie młody, wiecznie aktualny, a dla niektórych wciąż bez odpowiedzi. Ile już powstało poradników, artykułów, złotych myśli, książek, a nawet stron internetowych, forów i innych aktywności, próbujących zgłębić to pytanie – próżno liczyć. Mimo to  niektórzy z mężczyzn dręczeni są całe lata przez swoje sfrustrowane partnerki, które jeszcze nie zaznały orgazmu przy stosunku, a inni żyją w błogiej nieświadomości – nie zdają sobie bowiem sprawy, że ich ukochane udawanie orgazmu opanowały do perfekcji.

Jak więc uszczęśliwić kobietę?

Są jednak wśród nas i tacy, którzy potrafią. Zrozumieli tę trudną sztukę, potrafią czytać z kobiecego ciała jak z książki, umieją się nim – mówiąc nieco obskurnie – obsługiwać, a panie lgną do nich całymi tabunami, pragnąc prawdziwych rozkoszy, autentycznej czułości, przyjemności nie z tej ziemi. Wypada więc zadać pytanie, skąd właśnie ci panowie potrafią tego typu sztuczki? Czy to umiejętność wrodzona? Czy kwestia wychowania? Pewności siebie? A może uwarunkowań fizycznych? Głupio pytać kolegi, skoro trzeba dumnie prężyć pierś i dawać światu do zrozumienia, że samemu potrafi się bardzo wiele, a nawet wiele więcej niż ktokolwiek inny w najbliższej okolicy. Chwała tym, którzy podczas swoich seksualnych wojaży i podbojów starają się doskonalić i kobietę zrozumieć. Gorzej z tymi, którzy przekonani, że niewielki wysiłek wystarczy (wysiłek typu „włożyć i wyciągnąć” rzecz jasna), w nosie mają rozwój. „A cóż w tym trudnego?” – myślą, bądź nie myślą wcale, przekonani o swoich ponadnaturalnych zdolnościach.

Lesbijska szkoła to dobra szkoła

Gdzie zatem szukać inspiracji? Gdzie tkwi odpowiedź? Od kogo się uczyć, kogo pytać o drogę? Złą wiadomością dla pytających będzie fakt, iż nie ma jedynej słusznej szkoły postępowania z kobietami. Rozwiązań jest wiele, tak jak wiele jest kobiet i mężczyzn również – czyli miliony. Nie załamujmy się jednak i zamiast pełnej i jednej prawdziwej odpowiedzi, spróbujmy znaleźć zaledwie albo aż… podpowiedź, wskazówkę, małe natchnienie. Kto z Was ostatnio oglądał film z lesbijkami w roli głównej?

Jeśli jesteś mężczyzną, który lubi podglądać namiętną miłość fizyczną dwóch kobiet – punkt dla Ciebie! Zdaniem seksuologów Twoje fantazje są jak najbardziej pożyteczne, bo oprócz przyjemności, którą z nich czerpiesz, mogą Cię również podszkolić. Któż w końcu, jeżeli nie inna kobieta, zna się na kobiecych potrzebach najlepiej? Walory edukacyjne podglądania lesbijskich namiętności są zatem oczywiste. Sprawdźmy, co na ten temat ma do powiedzenia specjalistka w tej dziedzinie – nie dość że pani seksuolog, to również lesbijka.

Dobre rady pani Mai

Maya Silverman jest autorką „Przewodnika po erotycznym masażu”, w którym zachęca do uwalniania mocy dotyku, dzięki niej odkrywania świata erotyki, seksualnej, fizycznej, ale też emocjonalnej i duchowej rozkoszy. Co radzi pani doktor niepewnym swoich umiejętności mężczyznom?

  • Po pierwsze: skoncentrować się należy na kilku czułych miejscach kobiety – przede wszystkim na sutkach, szyi, wewnętrznej stronie ramion i ud, stopach i dłoniach. Oczywiście koncentracja ta nie oznacza pominięcia mniej oczywistych partii ciała, które pobudzane poprzez męskie dłonie, również będą przesyłać odpowiednie sygnały do kobiecego mózgu.
  • Po drugie: Używaj dwóch rąk! Jedną skupiaj się na wyżej wspomnianych fragmentach ciała, starając się, by twoje ruchy były regularne, koliste. Drugą natomiast wędruj DELIKATNIE po całym ciele, nie pomijając nawet najmniejszego fragmenciku. Ucz się kobiecego ciała dotykiem, bez pośpiechu, bez nerwów – zobaczysz wtedy, jak wielkie gnieżdżą się w tobie pokłady namiętności.
  • Po trzecie: Cel osiągaj powoli. Nawet, gdy czujesz, że za pomocą twoich ruchów i twojego dotyku kobieta jest rozpalona, zanim przejdziesz do łechtaczki, poświęć co najmniej 15 minut na okrężne ruchy palcem naokoło niej. To bardzo ważne! Przyzna to każda lesbijka.

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Seks wisi w wiosennym powietrzu

W tym roku wiosna przyszła na czas. I choć w okolicach prima aprilis znowu zrobiła nam psikusa, odbierając rozkoszną temperaturę i błogie słońce –na szczęście  zdążyła nas rozpalić na tyle, by nasze myśli rozpoczęły wędrówkę w nieprzyzwoitych kierunkach. Nie od dziś wiadomo, że kiedy pogoda robi się ładniejsza, zmysły szaleją. A i sam seks w tę porę roku smakuje znacznie lepiej.

Seks wiosenny przynosi ze sobą wiele więcej emocji – jest bardziej radosny, dynamiczny, można nawet powiedzieć, że jest „szczęśliwszy” i kolorowy. W wiosennych zbliżeniach mniej jest rutyny, więcej spontaniczności. Zdecydowanie częściej na przykład decydujemy się na poranny seks właśnie wiosną. Zimą o poranku mamy co najwyżej ochotę dospać jeszcze kwadrans bądź dwa. Natomiast wraz z nadejściem kwietnia-maja, gdy w godzinach porannych sypialnię rozświetlają pierwsze, radosne promienie słońca, aż chce się coś „zbroić”. To bardzo dobrze! Zachęcamy do wiosennego seksu porannego, bo on przynosi naszemu ciału i duszy same korzyści.

Kochaj się rano

Miłosne igraszki z samego rana dodają nam pewności siebie i energii do działania. Zwalczająca ból i kojąca stres endorfina, jeśli zacznie działać w naszym organizmie już od wczesnych godzin, będziemy odczuwać tego pozytywne skutki przez cały dzień. Możemy zatem być pewni, że po porannym „numerku” wystartujemy w dzień z przytupem, osiągniemy więcej, zdziałamy podwójnie, będziemy bardziej przekonujący na spotkaniach i efektywni w pracy.

Kochaj się wieczorem

Korzyści płynące z seksu wieczornego nie są mniejsze. Dzięki rytualnym zbliżeniom co wieczór, wyrzucamy z siebie złą energię nagromadzoną w ciągu dnia, rozładowujemy napięcie, robimy krok w stronę spokojnego, błogiego snu i… dobrego poranka. Przy okazji dokonujemy dobrego podsumowania nawet najbardziej stresującego i wykańczającego dnia.

Kochaj się całą wiosnę i lato

Podobno prawdziwy sezon „na seks” rozpoczyna się dopiero w czerwcu. Wtedy dopiero zrzucamy z siebie „na stałe” grubą powłokę ubrania, na naszej skórze pojawia się pierwsza opalenizna, czujemy się lepiej, ładniej, bardziej komfortowo. W głowie powstaje też myśl o flircie, letniej przygodzie, wiosennym zawrocie głowy. Powietrze wciągamy pełną piersią. Dzień jest dłuższy ciepły, służy spotkaniom towarzyskim i patrzeniu sobie w oczy. Seks zaczyna wisieć w powietrzu. Oooooj, będzie się działo. Jak dobrze, że zima wraca dopiero za rok!

Dodaj komentarz

Czy rude są lepsze w łóżku?

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy kolor włosów ma wpływ na temperament Waszej partnerki? Otóż istnieje taka możliwość. Całkiem niedawno, bo na początku tego roku, w Hamburgu zorganizowano badanie dotyczące seksualności kobiet w zależności od koloru ich czupryn. Z przeprowadzonych ankiet jednoznacznie wynikało, że panie o miedzianych głowach mają znacznie barwniejsze życie seksualne – kochają się częściej i odważniej. Czy to plotka, przypadek czy prawda?

Naturalne czy farbowane?

Co ciekawe badanie to nie uwzględniało pań o wyłącznie naturalnie rudym kolorze włosów, ale także panie farbujące włosy na marchewkę. Okazuje się zatem, że o temperamencie świadczy także sama chęć zafarbowania sobie włosów na odważny kolor. Celowe „kolorowanie” swojej fryzury na rażącą, prowokującą barwę to sygnał wysyłany w stronę mężczyzn, jasny komunikat, świadczący o zadziorności, energii, a także odważnych pragnień. W tym przypadku farbowanie włosów to nie tylko zabieg upiększający, zwykła stylizacja – to także chęć wyrażenia osobowości, wykreowania się na osobę bez hamulców, nieco szaloną, „gotową na wszystko”. Czerwony to kolor alarmujący, oznaczający dzikość, pasję – nic dziwnego, że kojarzy się dość jednoznacznie.

Blondynki czy brunetki?

Według stereotypów i ogólnie przyjętych schematów brunetki kojarzą się ze stabilnością, ciepłem domowego ogniska, statecznością. Blondynki to uściślenie delikatności, a nawet infantylizmu. Oczywiście wiemy, że nie ma powodu, by ślepo zawierzać stereotypom, wszak są zaledwie stereotypami. Faktem jest jednak, że one nigdy nie biorą się z powietrza i zawsze tkwi w nich ziarenko prawdy. W pewnym stopniu istnieje możliwość przyporządkowania pewnych cech temperamentu, nie tylko z pomocą koloru włosów, ale stylu ubioru, gestykulacji, sposobu mówienia. Sprawny obserwator czasem bardzo trafnie może przewidzieć zdolności seksualne osoby, z którą rozmawiał zaledwie kilka chwil.

Obiekt zazdrości

Według amerykańskich badań aż 62% kobiet uważa, że właścicielki rudego koloru włosów to osoby śmiałe i lubiące ryzyko. Nic dziwnego, że kojarzymy je również z seksualnymi dokonaniami. Jednak co ciekawe, to blond piękności częściej wzbudzają zazdrość wśród przedstawicielek płci pięknej, niż rude i temperamentne panie. Te bowiem dzięki swojej bezpośredniości często są nie tylko dobrymi kochankami, ale świetnymi towarzyszkami do rozmowy i zabawy. Uwaga jednak – podobno rude są również fałszywe. Nawet te farbowane. Czy to prawda? Oceńcie sami.

Dodaj komentarz

Mów do niej – czyli jak zaciągnąć do łóżka słowem?

To żadna tajemnica, że kobiety mają hopla na punkcie słów. Lubią słuchać, a odpowiednio dobrane zdania są w stanie zadziałać na nie jak afrodyzjak. Wielu mężczyzn niestety nie zdaje sobie z prawy z mocy, jaką posiadają niezależnie od atutów zewnętrznych, siły fizycznej czy wypchanego portfela. Brak innych atutów może skutecznie zrekompensować umiejętność mówienia. Co zatem mówić, by wylądować w łóżku?

Zwierzenia kluczem do sukcesu

Kobiety mają szczególny stosunek do mężczyzn wrażliwych. Lubią marzycieli, którzy skupiają się przede wszystkim na wnętrzu, nie tylko na walorach zewnętrznych i materialnych. Dlatego warto odegrać przed nią wrażliwca. Jak to zrobić? Łatwo – zwierzyć jej się z jakiejś osobistej sprawy, którą nigdy z nikim się nie dzieliłeś. Opowiedz o jakimś miłym bądź przeciwnie – nieprzyjemnym doświadczeniu z dzieciństwa, które do tej pory Cię gryzie. Wspomnij o swoich grzechach (ale nie tych związanych z łóżkiem!), które dzisiaj Cię męczą. Może byłeś dla kogoś zbyt nieuprzejmy, nieuczciwie zdobyłeś awans? Ona nie tylko uzna Cię za wrażliwego i czułego mężczyznę, ale i zrozumie, że jest dla Ciebie ważna – w końcu nie zwierzasz się każdemu. To ją rozczuli.

Doceniaj ją. Często

Patrz na nią i analizuj. Doceniają detale jej urody, o które ona przecież dba codziennie, poświęcając czas i swoje pieniądze. Mów, jakie ma piękne, lśniące włosy, doceń ich głęboki kolor, komplementuj jej delikatną skórę (wiesz ile ona wydaje na balsamy, kremy i masła do ciała?), zwróć uwagę na jej zadbane paznokcie, nie lekceważ tego, jak ładnie się ubrała, jaką ma bluzkę, kozaki czy biżuterię. Sprawdź ten chwyt – to wiele nie kosztuje, a działa na nią i czyni cuda.

Wzruszają się – ale tylko od czasu do czasu

Wiadomo – nie można być mazgajem. Nikt z nas nie lubi być miękki, a kobiety również nie lecą na mazgajów. Jednak od czasu do czasu wzruszenie jest wskazane. Oglądacie wspólnie filmy? Na pewno ona czasem wymusza na Tobie obejrzenie jakiegoś poruszającego dramatu lub komedii romantycznej. Otrzyj swoją łzę na tych ambitniejszych bądź na jakimś filmie animowanym – na „Królu Lwie” masz nawet taki obowiązek, bo jeśli tego nie zrobisz, staniesz się w jej oczach bezduszną skałą. Badania naukowe dowodzą, że męskie łzy pomagają wyzwalać w organizmie  pewne białka działające w ten sam sposób co feromony. Jeśli zapłaczesz, możesz być pewny, że ona nie zwróci na tę sytuację uwagi. Jest cała Twoja.

Pasjonuj się

Kobiety lubią mężczyzn z pasją. Czym się interesujesz? Elektroniką? Komputerami? Kinem? Muzyką? Opowiedz jej o tym. Nie przynudzaj jednak – mów energicznie, akcentuj to, co istotne, gestykuluj, mów z pasją, radością, głośno, energicznie. Niech zrozumie, że uwielbiasz to, o czym mówisz. Nie ma nic gorszego niż nudny typ bez zainteresowań – dla kobiet nie ma w nich nic interesującego. Mężczyźni o wielu zajęciach i zainteresowaniach, a szczególnie ci, którzy potrafią to dobrze sprzedać – podniecają.

Dojdź szybciej i… wytłumacz dlaczego

Jeśli regularnie lądujecie razem w łóżku, od czasu do czasu pozwól sobie na przedwczesny wytrysk. Pytasz po co? Ano po to, byś mógł jej powiedzieć, jak bardzo Cię podnieca, a Twoja prędka reakcja jest najlepszym tego dowodem. Zawstydź się, uśmiechnij, przeproś. Ona poczuje się piękna. Doceniona. Będzie rozbierała się przed Tobą znacznie chętniej i znacznie częściej. Tylko pamiętaj, żeby nie przesadzić z tym wczesnym dochodzeniem.

Komentarze (2)

Obowiązki seksmaszyny

Popularny wśród naszego społeczeństwa jest pogląd, że za jakość seksu w związku odpowiedzialny jest przede wszystkim mężczyzna. Że to on jest seksmaszyną, której obowiązkiem jest zadowolenie kobiety, dostarczenie jej przyjemności, doprowadzenie do orgazmu. To nie człowiek, to robot, który już z natury wyposażony jest w funkcję: robić dobrze.

Seks dla przedstawicieli „brzydszej” płci staje się zatem nie tylko wyzwaniem, ale swego rodzaju „dyżurem”, który trzeba „odbębnić”, i to nie byle jak! Będąc nieefektywnym w tych zawodach, w swoich oczach i społeczeństwa traci się na swojej męskości. Ale czy sprawiedliwie?

Musisz być najlepszy!

Już od lat skupialiśmy się i wciąż się skupiamy na obronie praw kobiet. Walczymy o rozbudzenie ich kobiecości, wyzwolenie z ram stereotypów, a także ich wolność seksualną, nieskrępowaną przez męską dominację. Często zapominamy w tej dyskusji o tym, że mężczyźni również mają pod górkę. Gigantyczna presja, jaka spoczywa na panach, nieustanna próba ich męskości, gdzie nie ma miejsca na słabości czy seksualną niemoc w łóżku, powoduje stres, frustrację, rozczarowanie. Co wrażliwsi, mniej pewni siebie mężczyźni mają z tym problem, co może wiązać się nawet ze strachem przed seksem, a w konsekwencji z problemami z erekcją.

Rywalizacja w męskiej krwi

Degradacyjnie  na samopoczucie mężczyzn i ich relacje w łóżku działa odwieczna rywalizacja i nieustanne porównywanie się do innych. Mężczyźni chcieliby być najlepsi, być wojownikami, wodzami, charyzmatycznymi władcami niewieścich serc. Nie każdy jednak ma ku temu odpowiednie warunki lub nie każdego charakter jest do tego predysponowany. I tu znów pojawia się frustracja, niezadowolenie z samego siebie, aż w końcu klapa w łóżku. I choć szumnie mówi się o tym, że to kobieta powinna nauczyć się budować swoją kobiecość i korzystać z niej, podobnie jest także w przypadku mężczyzn – oni również muszą pracować nad swoją męskością, pobudzać ją, by czuć się świadomym własnej osoby, swoich walorów i możliwości.

A mamusia…

Co ciekawe winę za męskie kompleksy, strach przed przegraną w seksualnej rywalizacji, często ponoszą ich matki. To one uzależniają swoich synów od siebie, matkują im, troszczą się ponad miarę, wprowadzają w świat, nieustannie go infantylizując. Tymczasem w zdrowym rozwoju psychicznym chłopca, który przekłada się na późniejsze współżycie, nieodzowna jest rola ojca – mężczyzny, który porozmawia z synem o dziewczynach, o seksie, a także o rywalizacji z innymi chłopcami.

Wspólna nauka

Kobieta wchodząca w związek i relację seksualną z wrażliwym mężczyzną, powinna powstrzymać się przed pokusą „fochów” i wypominania: „ty nie potrafisz, nie umiesz”, „a facet mojej koleżanki to”, „jesteś nieudacznikiem”. Lekcja seksu w związku powinna być odrabiana przez każdą ze stron – pracować nad wspólną rozkoszą powinien mężczyzna, ale również kobieta. Bez wyjątku.

1 Komentarz

4 najlepsze okazje na seks

Karygodnym przewinieniem jest zmarnowanie dobrej okazji. Szczególnie, jeśli jest to dobra okazja na seks. Trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte, by tego typu wpadki nie zdarzały się zbyt często, a najlepiej wcale. Istnieje bowiem kilka tak dobrych okazji na seks, że dla własnej przyjemności, komfortu i zdrowia należy o nich pamiętać i korzystać bez oporów i skrupułów. To dobry sposób, by pozostać w dobrym samopoczuciu, szczęściu i daleko od frustracji.

Seks na przeprosiny

To nie mit – seks po kłótni jest naprawdę błogi. Wie o tym każdy z nas, kto się kłóci, a kłóci się przecież… każdy. Nie zawsze jednak nasza urażona duma pozwala nam skorzystać z wyśmienitej okazji przeżycia cudownych rozkoszy. Czasem wolimy się odwrócić plecami, przestać odzywać, ostentacyjnie zakomunikować: „nie masz racji, nie chcę z tobą gadać”. Tymczasem można zastosować o wiele przyjemniejsze i mniej wykańczające psychiczne (a raczej leczące naszego ducha) rozwiązanie. Można zainicjować seks! Rozładować negatywne emocje, nie tracić czasu na zbędne niesnaski. A co najlepsze… Uniknąć przeprosin.Wilk syty i owca cała – jak to mówią ci, co się znają na rzeczy.

Seks na przywitanie

Jeździsz na delegacje? Wybierasz się gdzieś z kumplami bądź koleżankami, zostawiając partnera w domu? Pracujesz wyjątkowo długo, masz do zrealizowania ważny projekt? Jesteś zmęczony (zmęczona), wracasz do domu i… co? I nic. Kładziesz się do łóżka, odsypiając zapracowane (bądź przebalowane) godziny. Czy słusznie? Niestety – wcale niesłusznie. Zapadając od razu po wysiłku w błogi sen, tak naprawdę udowadniasz swoją ignorancję. Czy wiesz, że seks to najlepsza forma relaksu? I że po stosunku będziesz miał znacznie przyjemniejsze sny, wyśpisz się lepiej i wstaniesz bardziej wypoczęty? A i twój partner znacznie łatwiej wybaczy Ci zaniedbanie i nieobecność? Ty natomiast otrzymasz kolejny zastrzyk energii, będziesz gotowy do dalszego działania, już jutro, już po tej błogiej, „orgazmatycznej” nocy.

Seks na pożegnanie

Seks na pożegnanie to nie tylko przyjemność, to obowiązek. To celebracja ważnej chwili dla waszego związku – chwili próby. Rozstanie sprawi, że będziecie za sobą tęsknić, będziecie o siebie zazdrośni, niecierpliwie wyczekując na jakąś wiadomość, na jednego smsa, którego odczytacie łapczywie, analizując i interpretując na różne sposoby. Będą wam towarzyszyć niepokojące myśli, po prostu – będziecie się martwić. Teraz jest więc czas na to, aby się „pokochać”, pozostawić na wyjazd rozkoszne wspomnienie upojnej nocy. Długiej, namiętnej, z podkładem romantycznej muzyki, może przy świecach. Patrzcie sobie głęboko w oczy, poczujcie się jak na filmach, wykorzystajcie nastrój chwili i pod żadnym pozorem się nie kłóćcie. Wyjątkowe doznania gwarantowane.

Seks na prezent

Seks z okazji urodzin, imienin, dnia kobiet, dnia chłopaka, gwiazdki, mikołaja, awansu, rocznicy, miesięcznicy, walentynek, Nowego Roku, Sylwestra, a nawet weekendu majowego. Świat na szczęście jest ułożony w ten sposób, by mnożyć okazje do świętowania. A nie ukrywajmy – najlepszym sposobem na świętowanie jest właśnie seks.

1 Komentarz

Seks zimą zawsze dobry

Angielski seksuolog,  Rajan Bhonsle, z pomocą badań z zeszłego roku ustanowił pewien budujący fakt –udowodnił bowiem, że to właśnie zimą, nie latem, seks smakuje wyjątkowo dobrze. A to za sprawą wyjątkowo silnej potrzeby kontaktu i ciepła drugiego ciała, a także chęci nawiązania poczucia bliskości, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Jeśli zatem pogoda nie dopisuje, nie miejmy oporów, by zostać w łóżku (byleby nie sami) i potwierdzić na własnej skórze tezy angielskiego naukowca.

Kobiety kręcą ich właśnie zimą

To jeszcze nie koniec rewelacji. Nasi rodzimi naukowcy z Wrocławia również dokonali interesującego odkrycia związanego z najchłodniejszą porą roku. Otóż wbrew stereotypom podobno kobiety podobają się mężczyznom bardziej zimą niż latem. Jak to możliwe? Są dwa powodu takiego stanu rzeczy. Po pierwsze mężczyzna-wzrokowiec, uważnie przyglądając się roznegliżowanej płci pięknej, jest w stanie dostrzec wiele więcej mankamentów w kobiecej urodzie. Rozpieszczony wszechobecną, narzucającą się nagością, ma większe wymagania i coraz chętniej „przebiera” w mijających go paniach.

Inaczej sprawa ma się zimą. Kobiety bardziej przykryte i mniej nachalne wizerunkowo mocniej pobudzają wyobraźnię. Obserwujący je mężczyźni zwracają uwagę na całkiem inne elementy ich urody – mocniej doceniają magnetyzm spojrzenia, seksowny zapach, gesty i uśmiech, są pod wpływem innych bodźców. Dodatkowo mężczyźni właśnie zimą są bardziej „wygłodniali”. Latem ich uwaga skupia się na wielu więcej czynnościach i zajęciach niż seks.

Zimowa potrzeba bliskości

Owszem, to słońce zwiększa nasz apetyt na intymne zbliżenia. Gdy jest ciemno i zimno czujemy się szybciej znużeni i zmęczeni. Dodatkowo to właśnie zima jest czasem wytężonej pracy zawodowej, co zwiększa ryzyko stresu, który przecież życiu seksualnemu nie służy. Służy mu jednak wcześniej wspomniana zimowa potrzeba bliskości. Jak widać natura stworzyła nas w ten sposób, byśmy byli w stanie zachować równowagę i mimo niesprzyjających warunków odnaleźli inną drogę ku zaspokojeniu naszego libido.

Seks sposobem na zimową depresję

Dodatkowo jeśli faktycznie narzekamy na zimową depresję i znużenie, tym bardziej powinniśmy wziąć sprawę w swoje ręce, nie unikać zbliżeń, a wręcz przeciwnie – inicjować je. W ten sposób nie tylko dogodzimy potrzebom naszego organizmu, ale pozytywnie wpłyniemy na inne poziomy naszego życia. Będziemy radośniejsi, bardziej efektywni w pracy, energiczni, łatwiej nam przyjdzie osiąganie sukcesów.

Dodaj komentarz

Co ich podnieca? Nie zawsze to, co nam się wydaje

Owszem. Podniecają ich piersi. I kształtne pupy. Nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Jarają się długimi nogami, najlepiej w czerwonych szpilkach, kształtami „wciśniętymi” w przylegające sukienki, miniowe spódniczki, kręci ich czerwona szminka, rozchylone usta, prześwitujące koszulki. Czy to dowód na to, że są całkowicie przewidywalni?  Zdziwiłabyś się, co czasem potrafi podniecić twojego faceta.

Rozmazany makijaż

Często zaglądasz w lusterko, obsesyjnie poprawiając makijaż, chcesz być dla niego perfekcyjna? Być może robisz to niepotrzebnie. Są mężczyźni, którzy uważają, że lekko rozmazany makijaż czyni kobietę słodszą, uroczą, a nawet… seksowniejszą. To dziwne, ale „plastikowa” twarz niczym z katalogu, może czasem zniechęcić, natomiast mała skaza, to dowód na naturalność – dodaje czaru, zachęca do kontaktu, flirtu, budzi w mężczyznach opiekuńcze uczucia.

Golf

Głęboki dekolt jak magnez przyciąga męskie spojrzenia – wie to każda kobieta, która w swojej szafie posiada wydekoltowane topy. Golf, choć wydaje się nam, kobietom, zdecydowanie mniej atrakcyjny pod względem seksualności, skutecznie potrafi ją podkreślić. Wprawdzie zabudowany (ale koniecznie gładki i obcisły!), również potrafi oddziaływać na męską wyobraźnię. Dodaje szyku, elegancji, wysmukla sylwetkę, a także wbrew pozorom, uwypukla wdzięki, wyraźnie uwydatnia linię biustu i zaznacza linię talii. Umiejętne zakrywanie naszego ciała, czyni nas bardziej tajemniczymi i jednocześnie intrygującymi.

Śmiech

Wiele kobiet w męskim towarzystwie stara się pokazać klasę – uśmiechają się, ale… jedynie półuśmiechem, spoglądają zalotnie i głęboko, są zachowawcze, wyrachowane, wyniośle wypinają pierś. Tymczasem mężczyzna, nawet jeśli lubi posągowe, szykowne damy, często fascynuje się kobietami ciepłymi, radosnymi, spontanicznymi, które potrafią śmiać się głośno, często i bez oporów. Śmiech jest seksowny! Dodaje ciepła i uroku. Zbliża ludzi, intryguje bardziej niż smutna, nadąsana mina. Skuteczny jest również w łóżku, bo stanowi dowód na to, że kobieta dobrze się bawi w towarzystwie mężczyzny. A przecież o to także w seksie chodzi.

Okulary

Jeszcze niedawno były zupełnie aseksualnym gadżetem. Dzisiaj, w nowoczesnym świecie, nareszcie stały się modne, przestano się ich wstydzić. I słusznie! Kobieta w okularach straciła już opinię mało interesującej „kujonki” i szarej myszki, teraz, z umiejętnie dobranymi oprawkami, potrafi przemienić się w wampa, emanując przy tym „inteligentną” seksualnością. Wbrew obiegowym opiniom, mężczyźni lubią kobiety inteligentne. Tak, tak, często głupieją na widok infantylnych, stereotypowych blondyneczek, ale w gruncie rzeczy dziewczyna, która okazuje się dobrym partnerem do rozmowy, imponuje wiedzą i własnymi poglądami – potrafi podniecić równie mocno. A to właśnie okulary są gadżetem, który wspomaga wizerunek kobiety inteligentnej.

Asertywność

Niestety. Wiele dziewczyn wciąż powiela ten zasadniczy błąd. Są uległe, zgadzają się, przytakują, nie mając odwagi wdać się w dyskusję. Tymczasem asertywność, „waleczność” w trakcie rozmowy, chęć walki „o swoje”, klarowne wyrażanie tego, czego się chce  – działa na mężczyzn jak afrodyzjak. Kobiety mające własne zdanie są seksowne. Także w łóżku! Dziewczyny, które potrafią odmówić, powiedzieć „o nie, na to mnie nie namówisz” kręcą mocno, aż tak – że maksymalnie podkręcają atmosferę.

Dodaj komentarz

Seks z “pasztetem”. O sztuce akceptacji własnego ciała

O tym, jak kompleksy potrafią przeszkadzać  w życiu codziennym i intymnym, wie każda kobieta, która nie jest z siebie  zadowolona. Pierwszym, naczelnym i najpopularniejszym kompleksem to „jakość” naszego ciała – nie zawsze wysportowanego, umięśnionego, jędrnego, jak u modelki.

Istnieje w nas taki „mały cenzor”, złośliwy głos, który napastliwie powtarza, że daleko nam do ideału, że wstyd odsłonić kawałek brzucha, trochę uda czy pupę. A z takim właśnie towarzyszem naprawdę trudno czerpać satysfakcję nie tylko z doświadczeń seksualnych, ale i… z życia.

Ukrywanie

Głos złośliwego chochlika zmusza nas do działań irracjonalnych. Kiedy dochodzi do sytuacji intymnej, a ubrania lądują na podłodze, szybko, niemalże instynktownie i w totalnej panice sięgamy po kołdrę, koc lub cokolwiek innego, co by zakryło wstydliwe fragmenty ciała. Ulgę odczuwamy, gdy nasz partner woli uprawiać seks późnym wieczorem, nie rano, bo ryzyko, że przyjrzy nam się uważnie, diametralnie się zmniejsza. Niektóre kobiety ukrywają  ciała przed swoimi mężami długimi latami, zupełnie nie potrafiąc pogodzić się ze swoim wyglądem.

Zrzucenie zbędnych kilo często nie pomaga, wysiłek który wkładamy w dietę i ćwiczenia jest niewystarczający – bo ciało staje się mniej jędrne, brakuje mięśni, piersi już nie sterczą, trudno u dojrzalej kobiety o figurę dwudziestolatki. Obsesyjnie porównujemy się do rówieśniczek, a często i do gwiazd ekranu, by katować się i użalać coraz mocniej nad swoim nieszczęsnym losem domniemanego „paszteta”. Czy istnieje dla nas ratunek?

Autodestrukcja

Psychologowie zaobserwowali ciekawą właściwość. Jest nią kobieca chęć do autodestrukcji. Co to znaczy? Kobiety, nie aprobujące swojego ciała, zamiast działać, pracować nad sobą, uczyć siebie akceptacji, częściej podświadomie wolą słyszeć potwierdzenie „prawdy o sobie”. W komplement nie uwierzą, ale krytyka przyniesie im swoistą ulgę – bo „nareszcie ktoś jest ze mną szczery”. Komunikaty napływające z zewnątrz (od koleżanki czy partnera), że faktycznie „mogłabyś nad sobą popracować” (odbierane skrajnie jako: jestem brzydka, gruba, beznadziejna, obrzydliwa, wszyscy się ze mnie śmieją), zamiast motywować, dają przyzwolenie na zatracenie się w tej nieatrakcyjności, zaniedbanie się i przytycie kolejnych kilogramów.

Wyzwolenie

Co w takiej sytuacji radzą specjaliści? Plagą naszego dzisiejszego świata, nie tylko w kategoriach seksualności, jest budowanie samoświadomości na zdaniu innych. Przy czym łatwiej nam uwierzyć w krytykę niż w pochwałę. Tymczasem klucza do zaakceptowania siebie, motywacji do pracy nad własnym ciałem, powinniśmy szukać w nas samych. Zacząć się zmieniać DLA SIEBIE, nauczyć się myśleć: „mam gdzieś, co ty myślisz i jak ja przy tobie wyglądam”.

Powinniśmy zrozumieć, że dbając o siebie, sprawiamy przyjemność nie partnerowi w łóżku (przynajmniej nie tylko), nie koleżankom i znajomym, ale przede wszystkim sobie. Fajniej przecież jest być zadbaną nawet wtedy, gdy siedzimy same w domu i nikt na nas nie patrzy. My patrzymy, my widzimy swoje uda, stopy, brzuch – i to jest najważniejsze! Moi Drodzy, czas na egoizm!

Dodaj komentarz