
Na przełomie lipca i sierpnia ruszyliśmy z konkursem na łamach: kulisy.pl, ukaraj.pl oraz bulvar.pl, w którym wygrać można było feromony Love & Desire 100ml. Tematem przewodnim był najgorętszy wakacyjny romans. Uczestnicy konkursu mogli przesyłać opowiadania, fotostory itd.
Gratulujemy wygranym! Najciekawsze opowiadania przedstawiamy poniżej:

Roksana, Jawor: I znów nadeszły wakacje. To było już dwudzieste lato mojego życia, ale jakże szare i nieciekawie się zapowiadające, eh… Kolejny już rok z rzędu pojechałam na kilka dni do cioci, która mieszka nad jeziorem – to była jedyna atrakcja tej wizyty. Drugiego dnia z rana poszłam nad wodę, gdy naszedł mnie dziki pomysł kąpieli… nago. A co?! Nikogo przecież nie ma – pomyślałam – i zrzuciłam letnią sukienkę. Po chwili pluskania usłyszałam łamiącą się gałązkę, no nie – ktoś mnie podgląda! Pewnie jakiś stary rybak przyszedł popodglądać młodą dziewczynę… Ale nie, na brzegu stanął najprzytojniejszy mężczyzna, jakiego na oczy widziałam i ku mojemu zdziwieniu – wcale mnie nie widział!!! Korzystając z tego, siedziałam cicho w wodzie, czekając, aż sobie pójdzie. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zaczął się rozbierać i wskoczył do wody! Zanurkował i wypłynął… metr koło mnie! Ponieważ woda nie była najczystsza, nie widział mnie i wystraszeni swoją obecnością, a może bardziej brakiem stroju – krzyknęliśmy oboje. Spłoszona wybiegłam z wody, zabierając po drodze ubrania… Już prawie zapomniałam o tej krępującej przygodzie, gdy po kilku dniach do domu cioci zapukał… właśnie on, ten facet z jeziora ;) Przyszedł pomóc przy zwierzętach i tak samo się mnie nie spodziewał, jak ja jego… Po pewnym czasie ośmieliłam się pójść do stodoły, gdzie pracował i obrócić tę dziwaczną sytuację z żart. Jednak, gdy ujrzałam jego umięśniony opalony tors i zawiadiacki uśmiech na twarzy, oniemiałam… Podeszłam bliżej, a on mnie objął i zaczął całować. Nie zastanawiałam się wtedy, czy to wypada i kim jest owy nieznajomy, lecz dałam się ponieść rozkoszy… Kochaliśmy się namiętnie na sianie, jak bohaterzy taniego romansidła, było tak cudownie… Nazajutrz wróciłam do domu. Nie wiem nawet jak miał na imię… I w taki oto sposób beznadziejne wakacje na wsi zamieniły się w erotyczną przygodę, której nie da się zapomnieć…
Monika, Poznań: Fotostory

Agnieszka, Warszawa: Jako dziecko często modliłam się do Boga, traktując go jak dobrą wróżkę, która zawsze daje to, o co prosisz. Niestety, ale wkraczając w dorosłe życie, uświadomiłam sobie, iż nie ma dobrych wróżek.
Nieudane związki, rozpacz, rozgoryczenie i to głupie poczucie winy, które zawsze wracało przy kolejnym rozstaniu.
Nie uświadamiałam sobie faktu, iż w wielu sprawach należałoby zwrócić uwagę na własną intuicję, która zawsze podawała mi wiele odpowiedzi, które po przeanalizowaniu przez mój ścisły umysł stawały się nierealnymi złudzeniami.
Postanowiłam więc zmienić siebie, swoją psychiczną stronę życia, a przede wszystkim swoje dążenia dotyczące ułożenia sobie życia z księciem z bajki. Zaczęłam chodzić na spacery, żeby wyciszyć swój umysł i znaleźć w sobie rozwiązania, które tkwią we mnie samej. Kupowałam książki mówiące o ukrytej podświadomości tkwiącej w każdym z nas.
Im bardziej byłam wsłuchana w głos natury, tym głośniej słyszałam szept wydobywający się z głębi umysłu (a może serca). Zaczęłam pogodnie patrzeć na kolejne dni kończące swój żywot pięknym zachodem słońca.
Podczas jednego z nich, siedząc na ławce w pobliskim parku, nagle spostrzegłam, iż obok w wielkiej zielonej teczce leżą dokumenty, których, mogłabym przysiąc, wcześniej nie było. Po 20 minutach znalazłam się w najbliższym mej myśli szpitalu, nie wiedząc, dlaczego akurat wybrałam szpital, a nie policję, i w ogóle, po co tam poszłam. Po krótkiej chwili zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to nie ja podjęłam decyzję, ale moje wewnętrzne ?ja? kazało mi iść właśnie w tamtym kierunku. Przeszył mnie strach i właśnie wtedy usłyszałam głos: ? Czy mogę Pani w czymś pomóc, widzę, że nie czuje się Pani najlepiej?? Po krótkim uświadomieniu sobie całej sytuacji, stwierdziłam, iż bladość, która pojawiła się na mojej twarzy może być dobrym pretekstem, żeby wymknąć się z całej tej sytuacji.
Kiedy przystojny Pan doktor zajął się badaniem mojego ciśnienia, stwierdziłam, że coś jest nie w porządku. W ciągu 5 minut opowiedziałam mu całą historię, po czym ujrzałam wielki uśmiech na jego twarzy.
Okazało się, iż ów Pan doktor zna mnie bardzo dobrze, gdyż swoje lunche spędza w pobliskim parku, gdzie subtelnie od kilku tygodni obserwuje moją wsłuchaną w naturę personę. Z wrażenia zapomniał wziąć teczki z dokumentami, która przeleżała samotnie w parku całą noc.
Dzięki mojemu wewnętrznemu głosowi zostałam zaproszona na jakże gorącą poranną kawę i przy okazji zrodziła się znajomość, która przetrwała już wiele lat i mam nadzieję, iż przetrwa nawet trzecią wojnę światową.

Anna, Łódź: Nocna ballada z romansem w tle
W pewną noc lipcową, ciepłą, lecz ponurą,
W konarach dębowych wiatr grał w karty z chmurą,
Księżyc jak rogalik nad jeziorem zwisał,
W jego czystej tafli ktoś me losy spisał…
Siedziałam nad brzegiem, od płaczu skulona,
Znowu w punkcie wyjścia – znowu porzucona!
Czwarty raz mi amor niecne figle płata,
Za mą rzewną duszę – taka to zapłata!
Kochałam go mocno, w swym żarze szalona,
On gdzieś z nią w Bollywood, ja tu – odrzucona!
Żaby ból mój ciężki chyba wyczywały,
Żadna nie kumkała – złowróżbnie milczały…
Z każdą łzą mą szczerą ciszej się robiło,
Nawet wiatr już ucichł – wszystko się skończyło…
A gdy myśli czarne ku wodzie mnie pchały,
Coś nagle rozbłysło – i świerszcze zagrały…
Księżyc w gwiazd orszaku na nieboskłon spłynął,
Powietrze zadrżało, smutek gdzieś odpłynął…
Nawet żaby wreszcie pyski otworzyły,
Swoje żabie trele w nocy czar rzuciły…
I nagle ktoś dotknął mych włosów splątanych,
A niski tembr głosu zagoił złe rany!
Ach, któż to, czy zjawa? – płonęły me lica,
Przede mną stał młodzian, jak z kart Mickiewicza!
Te rysy szlachetne, i usta czerwone,
Ramiona jak z aktów, i oczy szalone…
I podał mi kielich – w nim trunek przejrzysty,
Smak słodkich winogron – zmysłowy i czysty…
I objął mnie czule, i róż dał naręcze,
A puchacz mu leśny śpiew złożył w podzięce…
Znów księżyc zaświecił, i świerszcze zagrały,
Znów w barwach różowych jawił się świat cały :)
A teraz, na koniec sekrecik odsłonię:
Jezioro to Świteź, co w magii wciąż tonie,
Młodzieniec to człowiek, nie upiór czy zjawa,
A romans wciąż kwitnie – romantyczna sprawa :)

Barbara, Nowy Sącz: Pojechałam do Puszczy Noteckiej, która słynęła na całą okolicę z pięknych lasów i jezior, a nade wszystko, ze świętego spokoju. Pojechałam ?w ciemno?, gdyż stwierdziłam, iż o miejsce do spania nie powinno być trudno. W tym roku wszyscy jechali nad Bałtyk, skutkiem czego jeziora były mniej okupowane. Na miejscu jednak miałam się przekonać, w jak wielkim błędzie byłam. Wszyscy chcieli wakacje spędzać bliżej natury, niekoniecznie na sopockim molo lub na Giewoncie. Ostatkiem sił znalazłam wolne miejsce u pewnego samotnika, od którego każde słowo musiałam kupić. Na początku zastanowiłam się, czy może nie szukać dalej, albo w ogóle zrezygnować z tych wakacji, ale potem stwierdziłam, że właściwie on tak niewiele mówi, że chyba nie mam się czego bać. W miarę, jak mijały dni, zaczęłam obserwować, że jest to facet, który coraz bardziej mnie intryguje. Przede wszystkim, najciekawsze było jego zajęcie, a mianowicie lepił garnki. Czasami wstawał bardzo wcześnie i lepił je o wschodzie słońca, a ja łapałam się na tym, że często zupełnie świadomie nastawiałam budzik na te lipcowe poranki i sprawdzałam, czy rozstawił swoje narzędzia przed chatą. Któregoś poranka odważyłam się i wstałam wcześniej niż on, umyśliłam sobie, że pójdę na poranny wczesny spacer, a w drodze powrotnej, niby przypadkiem, udam zaskoczenie jego zajęciem. Bardziej zaskoczony był on, być może dlatego, że moje zaskoczenie było przecież udawane. Bez słowa usiadłam na ławce pod chatą i przypatrywałam się jego zajęciu, jak wprawnymi ruchami lepił dużą misę. Ręce po same łokcie miał ubrudzone glinę, ale nie zrażało go to, wydawało mi się wręcz, że z kontaktu z materiałem rzeźbiarskim czerpie jakąś dziwną przyjemność. Złapałam się sama na myśli o tym, że chciałabym poczuć mokrą glinę między palcami. Nim zdążyłam o tym pomyśleć, ciszę przerwało krótkie i rzeczowe pytanie: – Chcesz spróbować? Sama nie wiem, czy to z zaskoczenia, czy z zawstydzenia, ale nic nie odpowiedziałam, podeszłam do niego, co było aż nazbyt jasnym komunikatem, iż tylko czekałam na tę propozycję. Myślałam, że będzie zawstydzony taką bliskością kobiety, ale ku mojemu zdziwieniu, nie stanowiło to dla niego problemu. Wręcz przeciwnie: podszedł do mnie blisko, usadził na krzesełku, a sam się pochylił i objął rękami od tyłu. Nasze ręce się spotkały, a on wprawnymi ruchami prowadził moje palce tak, aby uformować piękny kształt misy. Cały pachniał mieszanką rannego powietrza i gliny. Trwało to jakąś chwilę, a kiedy uznał, że misa przybrała zadowalający kształt, przestał obracać nią. Cisza, która zapadła, była tak kłopotliwa, że szybko weszłam do domu. Do końca pobytu już nie odważyłam się na poranny spacer, może dlatego, że podświadomie nie mogłam poradzić sobie sama ze swoimi myślami. Wiedziałam, że powinnam myśleć o mężu, powinnam za nim tęsknić, a ja myślałam tylko o mężczyźnie, o którym nic nie wiedziałam. Ostatniego wieczoru miałam tak podły humor, że nie poszłam nigdzie, tylko usiadłam przed chatą i cały czas wpatrywałam się w tarczę księżyca. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, ale nadal siedziałam nieruchomo. Poczułam, jak ogarniają mnie silne ramiona, a moje usta stapiają się w słonawym smaku z niemymi ustami. Trwało to może pięć, a może dziesięć minut, ponieważ właśnie wtedy pomyślałam o moim mężu, który ciężko pracuje i tęskni za mną. Jest wspaniałym człowiekiem, który zamyka w sobie cały świat i to myśląc weszłam do domu. Mój towarzysz oszołomiony pozostał na ławce jeszcze długo, być może myślał, że się otrząsnę i powrócę. Tymczasem ja zasnęłam spokojnie, w harmonii ze sobą, będąc przekonaną, że dotąd już zawsze zapach gliny przypominać mi będzie te niezwykłe wakacje.

Mateusz, Jastków: Lato stało się faktem. Od wielu miesięcy brakowało mi złotego środka. Czułem, że potrzebny jest przyczynek do nakreślenia pięknej historii. Moja niemoc była w czasie, kiedy żar wisi w powietrzu, czymś bardzo gaszącym. Marzyłem o natchnieniu, które mnie orzeźwi, zmotywuje do działania i doda pewności. Bezczynne siedzenie było ciosem w męstwo w chwilach, gdy przed oczami kołysały się ponętne biodra, a odsłonięte nogi stylowo sunęły do przodu zostawiając za sobą tylko smak niewykorzystanej szansy. Bywałem w różnych miejscach. Schemat był ten sam, czas odmierzał się zamawianiem napojów, jakie można dostać w tych towarzyskich przystaniach. Wkoło sam kwiat kobiecości, cały przekrój, od niepozornych cichych myszek, po kobiety, których seksapil mógłby być drugim imieniem, aż po odważnie ubrane dziewczyny-wulkany seksu i te, które tak naprawdę wiedzą, czego chcą w to lato, tj. szaleć i się zatracić! Potrzeba by było cudu, żebym zdołał zaskoczyć kobiety, które zwróciły się w moją stronę i poświęciły kilkadziesiąt sekund na złapanie kontaktu. Po takich wieczorach byłem w stanie tylko mnożyć ilość dam, które nie chciały podać nawet ręcznika, widząc, jak skrępowanie rzuca mnie na deski. Przy takich sytuacjach nad moim stolikiem jakby na pocieszenie zostawiały zapach. Aż nagle wpadłem na pomysł. Na ulicach wiatr transmituje pieszczące nos aroma-nuty wyszykowanych Pań. W klubach natomiast pojawiają się dziewczyny, co roztaczają wonne mgły, działające na zmysły, które mogą sterować zainteresowaniem facetów. Czemu ja nie miałbym zagrać w ten sam sposób? Zwykłe dezodoranty, to przeciętność. Ta ekskluzywność to może być właśnie to skąpanie się w czymś, co pozwoli twardo stanąć na nogach! Nie minęło 48 godzin od urodzenia się tej myśli i już byłem gotów wysyłać sygnały!
?Wyruszam właśnie w miasto,
mam zmysłowość na sobie
walczyć mogę o każdą,
dobry zapach pomoże dotrzeć?
Ułożyłem ten wierszyk w czasie między wyjściem z kabiny prysznicowej, a pierwszym złapaniem oddechu po zastosowaniu perfum feromonowych. Skoro mam na sobie klasę, to czas na autoprezentację! Byłem świadom, że jedyne, co muszę zrobić, to ujawnić siebie, swoją osobowość, wystrzegając się jakiegokolwiek spięcia i pozowania. Stąd już droga na kolejne stopnie intymności jest płynna. Wskoczyłem w najlepsze pozycje z szafy. Koszuli nie dopiąłem, eksponując górę swojego torsu. Pora na sprawdzian! Zbiegłem ze schodów napędzając sobie podekscytowanie, bo już się ostrzę na małą wprawkę. Sąsiadka wystrzeliła, aby dostać się do klatki. Ja eleganckim ruchem obejmuję ją i lekko przytulam. Popłynąłem na swojej pewności! Ale słyszę to pociągnięcie nosem. Słodkie westchnienie na zaistniałą sytuację i zalotne: – Miłej zabawy!
Daleko za blokiem dochodzi facet mojej beta-testerki. – Uszanowanie! – hihi to słowo byłem winny.
Dalej idzie już jak z płatka.
Po swojemu robię casting.
W klubie kobiet cała masa.
Zwyciężczyni musi się trafić.
Krótkie obadanie z dystansu.
Ta piękność, bo fotogeniczna.
Nie ma co tracić czasu.
Moje podejście to już propozycja. – Co proponujesz ? Jestem wymagająca. Ha! Dalej egzystuje mój wiersz! – Chcę, żeby temperatura mogła Cię wciągać! Długa wymiana zdań. Strojenie na tańcu ciał. Coraz bardziej zaczynam jej grać. I już prawie zapomniałem, że coś na sobie mam. Zaprosiła mnie do siebie. Czegoś już można się spodziewać. Ale czy moje perfumy to brednie? Czy w ich braku leżała moja klęska? Takie myśli bombardowały moją głowę. Wróciła z toalety w zabójczym komplecie, bielizna to godna kolekcjonerki robiącej bezlitosny odsiew. Mogę być dumny. Zostanę uwiedziony i wykorzystany!
Satysfakcja pachnie Tobą! – powiedziała nastrajającym tonem i nie czekając w imię dominacji zawładnęła mną, wymuszając poddanie się jej popędowi. Musiałem się położyć bez szemrania by móc rozkoszować się tego wieczora gorącym zbliżeniem. Później ja mogłem przejąć pałeczkę podczas aktu, była to ekstra okazja aby w jej oczach to była ?uzasadniona przygoda?. Nasze zapachy tańczyły dotrzymując kroku nam korzystającym z podkręconych zmysłów.
Po tej przygodzie jeszcze bardziej doceniłem magię zapachu. Zaowocowało to tym, że jednorazowy luksus na stałe się zadomowił w mojej toaletce.
Do ostatnich zdań mojej relacji dotarłem na moim ulubionym paliwie, które uszlachetnia powietrze w tej kafejce. Muszę was przeprosić, bo przyszła zagadkowa kobieta, która oferowała mi te doznania. Przed chwilą na mnie zachęcająco spojrzała. Coś mnie przeszyło i wyzwoliło żądze. Trafiony wybór wabika? Jako ceniący gust chętnie odkryję osobowość. Pamiętacie początek? Dziś mam już jaja! Muszę kończyć!
Najgorętszy wakacyjny romans musi mieć to, czego mnóstwo w letnich przebojach.
Podłoże zjawiska najprostsze z możliwych, ale unoszący, jak strzelające rymy :-)
Dorota, Tuchowicz: Mój najgorętszy wakacyjny romans był całe wieki temu, aczkolwiek burza uczuć, jaka nas wtedy dopadła, była niemalże szalona. Poznaliśmy się na wakacjach, ja byłam tam z grupą przyjaciółek, a on przyjechał z rodziną na wakacje. Spotkaliśmy się przypadkiem na molo w zupełnie dziwnej i najmniej spodziewanej sytuacji. Jadłyśmy właśnie z koleżanką lody, a on przechodził i tak oto wszystkie wylądowały na jego spodenkach. Zarumieniłam się cała, bo miałam wrażenie, że myśli o mnie, że jestem taka niezdara, ale, ku memu zdziwieniu, on uśmiechnął się tylko i powiedział „to co, w ramach przeprosin idziemy na kawę, aha…bym zapomniał, Maciek jestem….”Cóż, nie miałam innego wyjścia, jak dać się zaprosić. Poszliśmy do pobliskiej kawiarenki sami, bo koleżanka źle się czuła i, nomen omen, okazało się, że pochodzimy z jednego miasta, a mało tego, studiujemy na tej samej uczelni i mamy wspólnych znajomych. Następnego dnia również umówiliśmy się na spacer po plaży, ale wieczorem. I tak podczas spaceru Maciek zaintrygował mnie, a to zachowaniem, a to wyglądem – szarmancki i przystojny – ideał niemalże. Spacerując, rozmawialiśmy na różne tematy, ale w powietrzu dało się wyczuć jakiś magnes między nami, niczym buzujące feromony. Pocałował mnie w końcu – czułam się, jak w niebie… Nie, do niczego poważniejszego między nami nie doszło… Nasze spotkania nasiliły się – spotykaliśmy się niemalże każdego dnia, poznając coraz lepiej siebie i coraz bardziej okazywało się, jak wiele nas łączy. Maciek kupował mi ogniste bukiety róż, lody – czułam się, jak królewna. Nasz romans kwitł, myślałam początkowo, że to tylko letni czar. Ale myliłam się i parą zostaliśmy również po wakacjach, a łączyły nas bardzo gorące uczucia, ale tę tajemnicę już zostawię dla siebie… Nie zapomnę Maćka nigdy, chociaż nasze drogi się rozeszły…
Ewa, Kozienice: Mój wakacyjny romans zaczął się bardzo niewinnie. Było ciepłe popołudnie, gdy wybrałam się do parku poczytać książkę kryminalną. Tak mocno mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, że dosiadł się do mnie pewien uroczy mężczyzna. Kiedy skończyłam rozdział, oderwałam wzrok od lektury, by zobaczyć, co się dzieje wokół. Przestraszyłam się, gdy zobaczyłam wpatrzoną we mnie twarz nieznajomego. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać, on obsypywał mnie komplementami. Wymieniliśmy się numerami telefonów i tak rozpoczęła się nasza znajomość. Widywaliśmy się dzień w dzień, chodziliśmy do kina, restauracji, pubów. W życiu erotycznym okazał się najlepszym partnerem. Łączyła nas wielka namiętność i pożądanie. Okazało się nawet, że też ma kolekcję książek kryminalnych w domu. Do tej pory spędzamy razem wieczory czytając książki. To już nie romans. To związek.

Izabella, Grodzisk Wielkopolski: To się wydarzyło w sierpniu 2006 r. Wybrałam się z koleżanką nad morze. Po całym roku ciężkiej pracy, cieszyłyśmy się, że w końcu możemy odpocząć. Po zameldowaniu się w pensjonacie, Ewa stwierdziła, że jest tak zmęczona, że musi się zdrzemnąć, ja jednak nie zamierzałam spędzić urlopu w pokoju. Wybrałam się na plażę. Pogoda była piękna. Spacerując po plaży, spostrzegłam, że przygląda mi się całkiem przystojny chłopak, który po chwili był już przy mnie. Nieznajomy miał na imię Irek i zaproponował mi rejs statkiem, bez zastanowienia – zgodziłam się. Tak przyjemnie nam upłynął czas, że umówiliśmy się na następny dzień. Ewa nie miała nic przeciwko temu, wolała leniuchować i cieszyła się, że to nie ją wyciągam na spacery i zwiedzanie. W Irka towarzystwie czułam się wspaniale, jakbyśmy znali się od lat, mogliśmy rozmawiać godzinami, zwiedzać i spacerować całymi dniami. Niestety, nieubłaganie zbliżał się koniec naszego urlopu. Ostatniego dnia, gdy już się pakowałyśmy, Irek zapukał do naszych drzwi… z wielkim bukietem czerwonych róż, powiedział że nie pozwoli mi tak wyjechać, zaprosił mnie na kolację. Po kolacji zaprowadził mnie na dziką plażę i to właśnie tam przeżyłam najpiękniejsze chwile w moim życiu. Te wakacje na zawsze zostaną w mojej pamięci.

Izabela, Warszawa: Ja, zawsze taka rozsądna i poważna, umawiam się z mężczyzną poznanym przez Internet. Przyjeżdża, wsiadam do jego samochodu i odjeżdżamy w odludne miejsce. Zatrzymuje samochód na skraju lasu i zaczynamy się całować, pieścić. Namiętność bierze górę nad rozsądkiem. Pozwalam, by on zagarnął mnie pod siebie, chcę czuć jego ciężar, zapach i ciepło. Unoszę się na fali silnego erotyzmu, pozwalam, by robił ze mną, co tylko chce…Wtem, czuję na swoim gardle dotyk jego dłoni. Dłoń obejmuje moją krtań i lekko ją zaciska. Ogarnia mnie przerażenie; nikt mi tu nie pomoże! I sama przyjechałam z nim w to miejsce, by mógł się spełnić scenariusz prawie jak z „Nagiego instynktu”… Nie szarpię się, by go nie prowokować, ale on nie zabiera dłoni. Nie zaciska jej też mocniej, tylko patrzy mi w oczy. Przeliczam swoje ostatnie sekundy życia, myślę o swoich najbliższych. A więc tak wygląda koniec, tak wygląda bezradność ofiary, która zaraz straci życie… Coraz trudniej zachować mi pozory spokoju. Nagle mężczyzna pochyla się nade mną i całuje mnie mocno. Cofa dłoń z mojej krtani i zsuwa ją na pierś… Tym razem chodziło o niekontrolowany namiętny dotyk, a nie próbę zabójstwa!
Monika, Chełm: Mój najgorętszy romans był paręnaście lat temu. Wyjechałam z chłopakiem i znajomymi nad morze. Zapowiadała się wspaniała zabawa, lecz mój chłopak już pierwszego dnia mnie zdradził. Z rozpaczy poszłam do baru, chciałam zapomnieć o poniżeniu, jakie mi zrobił i wtedy to ujrzałam najprzystojniejszego mężczyznę. Podszedł do mnie i zaczęliśmy rozmawiać, jak się okazało, miał podobny problem zapomnienia o byłej. Porozmawialiśmy, powspółczuliśmy sobie i rozeszliśmy się do swoich hoteli, nawet nie pytał o mój numer :(. Lecz następnego dnia otrzymałam wielki bukiet róż w podzięce za wysłuchanie i zaproszenie na randkę, ucieszyłam się bardzo. Zaczęliśmy spędzać całe dnie razem, zaczęliśmy się zachowywać jak nastolatki, które pierwszy raz się zakochały. To było coś szczególnego, przestał istnieć dla mnie cały świat. Pewnej nocy doszło, że spędziliśmy ją razem, lecz nadszedł czas końca pobytu. Rozjechaliśmy się w swoje strony, myślałam, że go nigdy nie zobaczę, ale okazało się, że przeniósł się do mojej miejscowości, a co najlepsze, trzy tygodnie później oświadczył. Oczywiście się zgodziłam, bo jak się potem okazało, to 9 miesięcy po wspólnej nocy urodził się nam synek.

Lidia, Rybnik: Paryż. Pewnie zastanawia Was, co tu robię… To długa historia. Mówiąc w skrócie, wybrałyśmy się z przyjaciółką na wycieczkę. W planach miałyśmy wieżę Eiffla, Luwr, Łuk Triumfalny i inne miejsca, bez których wizyta w Paryżu nie miałaby sensu. Paryż – najromantyczniejsze miasto, więc nie obeszło się bez wymysłów naszej wybujałej wyobraźni. Wybrałyśmy się na podróż statkiem, który przepływa pod mostem zakochanych. Przepływając pod mostem, osoby, które siedzą na statku obok siebie, powinny się pocałować.Wtedy przepowiada to miłość na całe życie. Wiedziałyśmy o tych „paryskich zabobonach” i pomyślałyśmy: co nam szkodzi? Celowo usiadłyśmy osobno i wyczekiwałyśmy przystojnego księcia na białym koniu. Niestety, nikt taki się nie pojawiał. Pierwsza z gry odpadła przyjaciółka – dosiadła się do niej starsza pani, która raczej nie przypominała przystojnego młodzieńca i nie przygnała na białym koniu. Ja czekałam dalej, ale, jak na złość, nikt nie chciał się dosiąść. Kiedy już całkiem zrezygnowałam, usłyszałam głos pewnego mężczyzny, który zapytał czy obok jest wolne. Nie był księciem i nie przyjechał na białym rumaku, ale był niezły. Po chwili odpłynęliśmy od brzegu. Kiedy przepływaliśmy pod mostem, stało się coś cudownego. To, co wyobrażałyśmy sobie z przyjaciółką stało się rzeczywistością. Przystojny sąsiad pocałował mnie, a kiedy chciał przeprosić, chociaż tak naprawdę nie miał za co, okazało się, że jest Polakiem. Dalszą część wycieczki spędziliśmy już we trójkę i chyba nie muszę mówić, że z nieznajomym sąsiadem ze statku jesteśmy teraz małżeństwem?

Ewa, Jasło: 19 czerwca pojechałam na wakacje nad morze Bałtyckie. Już na samym początku myślałam, że będzie strasznie nudno. Kiedy byłam już na miejscu, zobaczyłam pewnego chłopaka. Od razu uśmiechnął się do mnie. Poznałam się z nim. Zaniósł mi i mojej mamie walizki do pokoju. Można by powiedzieć, że był moim 3-dniowym chłopakiem, bo później musiał już wracać do domu ;( Przytulaliśmy się, chodziliśmy na imprezy, całowaliśmy się. Cudownie mijały nam te chwile. Codziennie spotykaliśmy się przy moście. W ostatnią noc byliśmy na disco na plaży aż do 03:00 rano. Dobre chwile się skończyły. To są miłe chwile w mojej pamięci.

Kamila, Kowalewo: Ja opiszę, co przeżyłam w tamtejsze wakacje:)
Rok temu na wakacjach poznałam chłopaka i się w nim zakochałam, on we mnie też :) On miał 14 lat, a ja miałam 15, ale to nam nie przeszkadzało. Porozmawialiśmy 2-3 razy, ale codziennie się tam widzieliśmy, bo byliśmy w jednym miejscu. Gdy się zakończyły wakacje, to odjechaliśmy, a nasz kontakt się urwał. Próbowałam jakoś się dowiedzieć, jak mogę go znaleźć, ale nie udało się.Wszystko się skończyło, wakacyjna miłość też.
Kasia, Warszawa: Wspomnienia 23-latki
W pogodny czerwcowy poranek byłam już na Dworcu Wschodnim, w pełnej gotowości czekałam na pociąg do Gdańska.
Wybierałam się na wesele do koleżanki.
Z tego względu, iż nie miałam stałego partnera, postanowiłam zaprosić jako osobę towarzyszącą kolegę (czatowego z GG), z którym wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. Wiedziałam, że potrafi się zachować, niestety nigdy nie przesłaliśmy sobie zdjęć.
Także była to zarazem moja pierwsza internetowa randka w ciemno. Odważny krok.
Na czacie bardzo często dawałam upust swoim emocjom wobec zapoznanych kolegów i koleżanek, ale nigdy nie miałam zamiaru się z nimi spotykać. Chyba zbyt wiele o sobie wiedzieliśmy :)
W południe byłam już na dworcu w Gdańsku, gdzie umówiona byłam z nim.
Wcześniej wymieniliśmy się numerami telefonów.
Wysiadając z pociągu nigdzie nie zauważyłam osoby na kogoś czekającej, więc wybrałam się przed dworzec na papierosa.
W trakcie zadzwonił… Miał bardzo miły głos… Rozglądałam się, aż tu nagle zza pleców moich wyłoniła się prześliczna buzia :))
Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ciemne włosy lekko z przodu opadały na czoło, a oczy jak ogromne kamyki, czarne, takie wierne i dziecięce :)
Do dzisiaj mam obraz jego twarzy.
Był uśmiechnięty i dodawał mi otuchy (było to też zarazem moje pierwsze spotkanie internetowe), ale troszkę się stresowałam. Miałam też przerwy w randkach około roku, a jego uroda mi wcale w ośmieleniu się nie pomagała:)))
Udaliśmy się na przystanek i po 15 minutach pogaduszek siedzieliśmy już w autobusie.
Cały czas rozmawialiśmy o tym, jakie to dziwne, że się spotkaliśmy, nasza znajomość w ciemno poprzez GG trwała ponad półtora roku.
Po pewnym czasie byłam nieskrępowana i w sumie zachowywaliśmy się, jakbyśmy się znali od zawsze.
Udaliśmy się do hotelu, gdzie były wynajęte pokoje dla gości weselnych, zapoznałam oczywiście go wcześniej z Parą Młodą.
Popołudniu odbyła się ceremonia, w garniturze wyglądał bosko, ja też chyba niczego sobie :)) Przynajmniej się starałam upiększyć swoją osobę, jak tylko mogę na ten dzień.
Na weselu bawiłam się z nim jak z najlepszym przyjacielem, zrobił bardzo dobre wrażenie na znajomych.
Rozbawiony po kilku godzinach z potarganą trochę fryzurą wyglądał jeszcze sexowniej.
Zabawiał wszystkie dziewczyny na weselu, siedząc czasami przy stole, aby trochę odsapnął. Obserwowałam, jak bawi się z innymi. MARZENIE KAŻDEJ KOBIETY!! :)))
Pod koniec wesela zaczęli puszczać wolniejsze piosenki, przetańczyliśmy kilka utworów z rzędu.
O niczym innym nie myślałam wtedy jak o pocałunku z nim.
Sama sobie się dziwiłam i nawet podśmiewałam się ze swoich myśli, jakie mi przychodziły do głowy :)
Gdzieś tam w podświadomości zachowywałam się, jakbym zgłupiała na jego punkcie, oczywiście na zewnątrz nic się nie wydostawało, byłam twarda:)
Po weselu w drodze do hotelu postanowiliśmy jeszcze razem pospacerować i wtedy „doczekałam się” mojego pocałunku.
Siedzieliśmy w parku na ławce i wtedy się pierwszy raz pocałowaliśmy. Było bardzo miło.
Wróciliśmy do swoich pokojów w hotelu.
Następnego dnia były poprawiny, jeszcze fajniejsze niż wesele. Tam już nie kryliśmy się z uczuciami :)))
Tańczyliśmy przytuleni, obejmowaliśmy się. Nie rozmawialiśmy o poprzednim dniu.
Po poprawinach był znów spacer i wróciliśmy do swoich pokoi hotelowych.
W pokoju już czułam tzw „motyle” w brzuszku. Zachowywałam się, jak zakochana nastolatka, uśmiech mi z twarzy nie znikał i całymi myślami byłam z nim.
Leżąc w łóżku nie mogłam zasnąć, mijała godzina, potem druga, a ja nadal nie spałam, tylko myślałam, aż rozległo się ciche pukanie do drzwi.
Okazało się, że to on, przeszły mnie ciarki na sam jego widok, wiedziałam co jest nieuniknione, poprostu nie mogliśmy się sobie oprzeć.
Czegoś tak cudownego na mój 23-letni wiek nie przeżyłam. Noc pełna uniesień, szacunku, delikatnośći i czułości.
Po tym wszystkim postanowiliśmy zostać jeszcze na dwa dni w Gdańsku.
Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie przez te 4 dni.
Zaproponował mi związek, jednak ja na taką odległość nie wyobrażałam go sobie z jego urodą.
Pomimo, iż gdzieś tam w głębi czułam, że nie należy on do tych mężczyzn, co się zabawiają co chwila z inną.
Nie dałabym rady, obiecaliśmy sobie przyjaźń internetową, było jeszcze jedno spotkanie kolejnego lata… która trwała jeszcze przez kilka lat.
Nasze „drogi” się rozeszły jak poznaliśmy swoich życiowych partnerów, potem ja wyszłam za mąż, dzieciątko mi się urodziło i poświęciłam się rodzinie.
Teraz jestem szczęśliwą żoną i mamusią.
Myślę, że mam wielkie szczęście, przeżyłam wspaniałą przygodę życia, a potem spotkało mnie jeszcze coś cudowniejszego jak mój mąż, dziecko – Rodzina.
To, co wydarzyło się wcześniej w moim życiu, można nazwać wspaniałą, gorącą przygodą. Dwudziestoparolatki.

Izabela, Lwówek Śląski: Ruszam w wakacyjną podróż. Zostawiam za sobą codzienną powagę i poukładane życie. Przed sobą mam wakacyjne szaleństwa, którym poddaję się natychmiast. Dosiadam się w autobusie do nieznanego, przystojnego mężczyzny. Zagajam rozmowę, jedzie do tej samej miejscowości, co ja. Zapada mrok, a ja nieznacznie przysuwam się do niego. Nie odsuwa się ode mnie. Nieznacznie, jakby przypadkowo, dotykam dłonią jego nogi. Nie reaguje… A raczej – nie reaguje negatywnie, bo czuję, że i jego ręka „przypadkiem” dotyka mnie. W tym momencie tracę kontrolę nad sobą i wpadam w wir namiętności. Dotykam go całego, całuję, przyciągam. On nie pozostaje mi dłużny. Znam już jego ciało – a wciąż nie znam jego imienia. To się jednak nie liczy w tym momencie, liczą się zmysły. W końcu wyczerpani opadamy na swoje fotele i zapadamy w sen wtuleni w siebie… Tak się zaczyna wakacyjny romans. A potem – jest jeszcze goręcej…

Magdalena, Nowa Wieś: Moja historia rozpoczęła się bardzo zwyczajnie. W ubiegłoroczne wakacje wybrałam się na urlop do Kołobrzegu. Pogoda cudownie dopisała, więc bez ograniczeń mogłam zażywać kąpieli wodno-słonecznych. Pewnego upalnego dnia, jak we wszystkie poprzednie, leżałam na moim kwiecistym ręczniku na plaży i opalałam się. Nagle słońce przyćmiła mi jakaś postać. Otwarłam oczy, podniosłam głowę, a nade mną stał przystojny mężczyzna. W ręku trzymał olejek do opalania i zaproponował, że w razie potrzeby z ogromną przyjemnością nasmaruje moje ciało… bo szkoda, żeby promienie słoneczne mnie poraniły. Długo nie musiałam się zastanawiać. Kilka minut później ten boski mężczyzna masował moje ciało, chroniąc je tym samym przed poparzeniem promieniami słonecznymi. Nie muszę już chyba dodawać, że ten wieczór spędziliśmy poznając się, tańcząc na plaży, pijąc zimne drinki i opowiadając swoje marzenia we wzajemnych uściskach… Czułam się, jakbym miała -naście lat. Liczył się tylko On i nasze małe grzeszki. Całymi godzinami całowaliśmy się, przytulaliśmy i nic dla nas nie istniało. Byliśmy wszystkim dla siebie. Gdy patrzyłam w jego nieziemsko błękitne oczy, czułam, jak krew buzuje mi w żyłach i miałam ochotę rzucić się na niego bez względu na miejsce w jakim się akurat znajdowaliśmy. Nie przeszkadzały nam zdegustowane spojrzenia przechodniów, którzy podświadomie zazdrościli nam namiętności i szczęścia. Wieczorami spacerowaliśmy brzegiem plaży i czuliśmy, że nie wytrzymamy tak dłużej. Że zaraz zerwiemy z siebie ubrania i oddamy się rozkoszy… Tak taż się stało. Woda obmywała nasze ciała… EKSTAZA!
Milena, Zduńska Wola: Randka w ciemno…
Ujrzałam te oczy błękitnością swoją cudowne, topiąc się w nich, tylko po to, by na nowo się narodzić. To chyba niebo spadło na ziemię, a słońce zaświeciło niepowtarzalnym do tej pory blaskiem. Zmysły zadrżały moje, ziemia się zatrzęsła. A On Jeden Jedyny, cóż.. oniemiały, z zachwytu jak mniemam, kilka chwil w bezruchu pozostał, różę ściskając, za plecami schowaną, ku ziemi skierowaną. Pies pobliski przechwycił jej płatki pachnące, więc zamiast kwiata na znak romantyzmu, badyl z kolcami otrzymałam…
I wierzyć każdemu trzeba, że z randki owej w ciemno gorący romans wybuchł później, bo przecież tylko początki, tak trudne bywają…

Justyna, Knurów: To były moje pierwsze samodzielne wakacje zagranicą.Turcja – piękny kraj i jeszcze piękniejsi faceci. Pojechałam tam z siostrą i wpadłam po uszy. On był kelnerem, ja turystką, czy taka miłość jest możliwa? TAK. Okazało się, iż ja jemu także wpadłam oko. Przed swoją pracą zabierał mnie na romantyczne spacery, a po pracy na imprezy. Poznawałam jego znajomych i coraz bardziej się zadurzałam. Wszyscy życzliwi twierdzili, że Turcy nigdy nic dziewczynie nie dają ani nie kupują. Dla mnie Suli był inny, płacił za mnie, obdarowywał kwiatami. Pewnego dnia o zachodzie słońca zabrał mnie na spacer nad brzeg morza, były tam takie skalne klify. Na nich rozłożył koc i mocno mnie przytulił. Wiatr głaskał moje włosy, morze szumiało, a ja mogłabym tak siedzieć wieczność. Był to jeden z bardziej romantycznych wieczorów, jakie spędziłam z życiu. Suli zapragnął także przedstawić mnie rodzicom, ale ja, szczerze powiedziawszy, troszkę się bałam. Podarował mi na koniec pobytu pierścionek, który pod wpływem nastroju zmieniał kolor, zapewniając, że kiedyś podaruje mi zaręczynowy. Po powrocie do kraju pisał romatyczne listy do mnie, zapewniając o swym uczuciu i planując przyszłe życie. Ja jednak wolałam wybrać na męża Polaka. Czy żałuję? Szczerze powiem: troszkę – był w moim typie, spełniał me zachcianki, ale bałam się zaryzykować.
Ewelina, Gdańsk: Zdarzyło się to jakieś 5 lat temu, poznałam wtedy mojego obecnego męża, oboje byliśmy młodzi, a ja nawet bardzo młoda, bo miałam jakieś 17 lat. Po dwóch miesiącach, kiedy byliśmy parą, już dość dobrze poznałam jego rodziców, dlatego zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi i z moją miłością nad jezioro za Gdańskiem. Bez oporów pojechałam, teściowa się opalała, teść łowił ryby, mój wtedy jeszcze chłopak grillował. Po posiłku zaczęło nam się z narzeczonym nudzić, wiadomo, teściowa słucha na mp3 muzyki i się opala, teść łowi ryby… Co tu robić? Jakieś 100 metrów dalej był malutki lasek, poszliśmy na spacer, moja miłość namówił mnie na hmmm małe bara-bara w lasku. Że lasek mi nie odpowiadał, znaleźliśmy śliczną polankę. Powiem szczerze, że nie wiem, czy z miłości oślepłam czy co… ale polanka okazała się prywatną posesją z willą, znajdującą się ok 20 metrów od kliku-pasmowej ulicy, jednej z największych wyjazdowych z Gdańska… Narzeczony romantycznie po prostu walnął mnie na ziemię, poczułam ostry ból od tyłka po kostki, mówię „Wojtek położyłeś mnie na pokrzywy”, usłyszałam „Taaaa, głupia jesteś, przecież widziałem, jakie miejsce wybieram”. Majtki poszły w dół itp. itp., nad swoją głową zobaczyłam koleżankę z podstawówki, największą plotkarę. Proszę sobie wyobrazić, jak mi było wstyd. Nasze chwile uniesień praktycznie nawet się nie zaczęły, bo widząc koleżankę i usłyszawszy „ooo cześć Ewelina” i będąc bez majtek odechciało mi się wszystkiego, do tego przeszkadzał mi okropny ból od tyłka do prawie kostek. Ledwie wstałam z ziemi, cała w mrówkach, pająkach. Jak się okazało, ukochany położył mnie w pokrzywy i osty. Nie wyobrażacie sobie Państwo jaka ja byłam na niego zła. Dosłownie chodzić nie mogłam z bólu. Nadszedł czas powrotu do domu, czas ten dla mnie był koszmarem, nie mogłam siedzieć w samochodzie, siedziałam nie trzymając tyłka na siedzeniu, tylko podtrzymując się na rękach, przyszli teściowie nie wiedzieli co mi jest, a ja byłam tak wściekła, że przez całą drogę nie powiedziałam nawet słowa. Ten wieczór narzeczony spędził ze mną na wyciąganiu mi kolców ostu szczególnie z pośladków, bo tam nazbierało się ich najwięcej. Tyłek mnie bolał jeszcze przez kilka dni, a dopóki bolał mnie tyłek, do chłopaka nie odzywałam się.
Wtedy byłam na niego strasznie zła, teraz jest to historia, którą czasem opowiadamy znajomym, którzy nie zawsze chcą wierzyć, że to naprawdę się wydarzyło.
Historia mojego autorstwa jest w 100% prawdziwa. Gorący romans zakończył się ślubem, dziś mamy 3-letnią córkę i czekamy na następne maleństwo.

Małgorzata, Łódź: Kaśka zaprosiła mnie na imprezę: grillowanie nad basenem. Jak zwykle będą nudy i nudy oraz nudy. Dziewczyny przyjdą ze swoimi nowymi chłopakami, Ilona się upije, a pozostałe będą nawijać bezustannie o ciuchach i i butach. Naprawdę czasami miałam tego dość. Dobrze, w końcu i tak nie mam nic innego do roboty, są przecież wakacje, a w domu sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie. Ubrałam się dość prowokująco, żeby dziewczynom oczy wyszły na wierzch: obcisłą mini spódniczkę, wysokie sandały-gladiatorki i bluzeczkę z dekoltem z Morgana. Włosy spięłam w modny kucyk i jeszcze tylko kropelka feromonów. To mój wypróbowany image i wabik na facetów. Wsiadłam do tramwaju, przede mną długa droga, stanęłam w ulubionej końcowej części wagonu. Na drugim przystanku wsiadło parę osób i ON. Dech mi po prostu zaparło, cała się spięłam w sobie i jak mogłam najmocniej wypięłam biust (a miałam czym oddychać). On stanął tuż obok, oczywiście zauważył mnie i objął spojrzeniem. Odwróciłam się do okna, ale cały czas na plecach czułam jego spojrzenie, wiedziałam, że dokładnie ogląda moje długie nogi, zarys pośladków… Nie wiem czemu, ale wewnątrz coś mnie paliło, tam na dole. Po prostu taka cicha wymiana seksualnych iskierek między nami narosła, jeszcze w momencie kiedy się odwróciłam i z wdziękiem oparłam o poręcz wypinając piersi, zdając sobie sprawę, jak musi mu być ciężko… On widać wysportowany, w świetnie leżących jeansach, ciemne i pełne usta, które potrafią pewnie wbić się w niejedno zakazane miejsce, był też jak zauważyłam dużo starszy ode mnie, jakieś 10 lat. Och, tak pragnęłam tego nieznajomego, tak chciałabym teraz oprzeć się o niego, posmakować ust. Nagle stało się coś dziwnego, dojeżdżaliśmy do przystanku, kiedy on wziął mnie za rękę, lekko pociągnął do drzwi. Wyszliśmy bez słowa, szłam jak zaczarowana, wiedziałam co robię, a jednak nie byłam w stanie nic powiedzieć, o nic zapytać. W końcu przecież nawet nie znałam imienia tego faceta! On chyba znał moje myśli, bo był bardzo delikatny, spojrzał tylko na mnie i się uśmiechnął czule, jak do młodszej siostry. Nie miałam pojęcia, dokąd mnie prowadzi, ale po chwili się domyśliłam – weszliśmy do bramy starej kamienicy. Było dość chłodno, więc objął mnie i zaczął przytulać. Na dole mnie już wręcz piekło z pożądania, takiej twarzy naprawdę nie widziałam nawet w filmach. Nic nie było ważne: że się nie znamy, że nie wiem gdzie jestem, oddałam się bez sprzeciwu, delikatnie przykucnął, zdjął moje majteczki i wślizgnął się najpierw językiem. Robił to wytrawnie i subtelnie. Finezyjnie całował, muskał wargami moją kobiecość, było to coś niesamowitego, cała drżałam, aż do orgazmu, tak silnego, jak nigdy w życiu. Kiedy już byłam cała mokra odwrócił mnie tyłem, lekko klepnął w pupę, powiedział tylko mocnym głosem: niegrzeczna dziewczynka. Dalej… była tylko ciemność, raz za razem, raz za razem, ostre mocne pchnięcia, które mogłyby się nigdy nie kończyć. Chciałam, żeby dotykał moich piersi, więc podniosłam bluzeczkę do góry. Wpiął się w nie silnymi rękami, sutki masował i ślinił. Niestety z górnego piętra ktoś zaczął schodzić i nasza przygoda musiała się skończyć.
Na szczęście trwa nadal, bo jesteśmy 3 lata po ślubie, możecie nie wierzyć, ale do tej pory wiem, że to były feromony, które polecam wszystkim najlepszym kochankom świata!

Janina, Kraków:
Ja, 100% Krakowianka, nareszcie dostałam kilka dni wolnego od pracy i postanowiłam wybrać się na zasłużony wypoczynek.
To był okres, gdy u swojego boku niestety nie miałam drugiej połówki.
Z natury nie jestem jednak samotnikiem. Uwielbiam, gdy mam wokół siebie mnóstwo ludzi, dlatego na miejsce odpoczynku wybrałam wielkie miasto… WARSZAWĘ!!
Wszyscy łapali się za głowy. Czy ty zwariowałaś? – pytali z niedowierzaniem. Urlop w Warszawie, gdy cały rok się mieszka w Krakowie?!
Wtedy tak naprawdę nie wiedziałam, czym się kieruję dokonując wyboru.
Dziś już wiem – zdecydowało moje serce!
Pojechałam, jak się okazało, po wielką miłość.
Nasze pierwsze spotkanie?!
To wiosenny flirt bez słów. Gorący i namiętny. Niezapomniany.
To chwila, w której moje serce z miłości zaczęło mocniej bić i bije w tym rytmie do dzisiaj.
To moment, w którym poczułam, jakby czas się dla mnie zatrzymał. Świat wirował, a ja razem z nim.
To słodki zapach róż, bzu i konwalii.
To pewność, że właśnie spotkałam swoją „drugą połówkę”, która została dla mnie stworzona.
To magiczny wieczór, pełen gwiazd przy blasku księżyca.
To romantyczny spacer bulwarami nad Wisłą.
To rozmowa do białego rana i poczucie, że nie chcemy się ze sobą nigdy rozstawać.
To uczucie, gdy ciało chce tańczyć, dusza może śpiewać, a serce pragnie kochać.
Nasze pierwsze spotkanie to spotkanie MIŁOŚCI!

Justyna, Suwałki: To było 4 lata temu, nad morzem – a dokładnie, na Półwyspie Helskim. Pracowałam w hotelu, była to praca sezonowa. Pracował tam także Przemek – osoba, która ułatwiła mi znacznie zaaklimatyzowanie się w nowym środowisku. Mieszkaliśmy razem w budynku dla pracowników sezonowych. Spotykaliśmy się codziennie, a nasze spotkania nigdy nie były identyczne. Mężczyzna też potrafił zadbać o szczegóły, zaskoczyć – dobrze wiedział, czego potrzebuję. Pamiętam bardzo dobrze, gdy spotkaliśmy się w jego pokoju – pomieszczenie było otoczone najróżnorodniejszymi świecami, które nadawały romantyczny nastrój. Zawsze wiedział, co powiedzieć, kiedy się nie odezwać, a kiedy po prostu przytulić. Wiele nocy spędzaliśmy nad morzem na plaży, słuchając szumu fal i patrząc w gwiazdy, wyobrażając sobie przy tym naszą przyszłość. Zapewniał mnie wielokrotnie, iż nasza miłość nie wygaśnie, że pomimo dużej odległości jaka nas dzieliła będziemy zawsze razem, obiecywał, że przyjedzie na stałe do mojego regionu, znajdzie pracę, wynajmiemy mieszkanie. Po około połowie roku od mojego powrotu do domu postanowiłam spontanicznie go odwiedzić. Nie informując go, wsiadłam w PKS i zajechałam do Redy – jego miejsca zamieszkania. Czułam, że jest inaczej, że coś ukrywa, że coś nie pasuje, że mimo, iż jesteśmy blisko siebie, to w głębi serca dzieli nas wiele mil. Po powrocie płakałam, iż nie tego oczekiwałam, a po paru kolejnych dniach odezwał się „mój ideał” i przyznał, iż wrócił do swojej byłej kobiety. Dla mnie to była druzgocąca wiadomość, nie mogłam wybaczyć, płakałam jak małe dziecko… Cóż, kontakt się urwał i zostałam sama…
Nie pozostało mi nic oprócz wspomnień, nie mam fotografii, filmu ani żadnej innej pamiątki, lecz mimo tego miłość była piękna, romantyczna i – niezapomniana :)

Bartłomiej: Przebywając na wakacjach nad polskim wybrzeżem często stołowałem się w różnych restauracjach. Jednak najbardziej lubiłem chodzić tam, gdzie kelnerką była młoda, piękna brunetka. Za każdym razem wymienialiśmy się spojrzeniami, ale na rozmowę zabrakło mi odwagi. W przeddzień mojego odjazdu postanowiłem zadziałać. Napisałem na małej kartce mój nr telefonu i swoje imię.
Po posiłku, uśmiechając się, wręczyłem jej tę kartkę i wyszedłem z restauracji. Do końca dnia chodziłem i spoglądałem na telefon. Znużony wyczekiwaniem, położyłem się i usnąłem. Obudził mnie dźwięk SMS-a. W treści podana była ulica wraz z numerem domu i godziną 23. Ucieszyłem się, wiedziałem, że to ona.
Przyszedłem punktualnie. Zapukałem w drzwi wielką metalową klamrą. Po chwili powtórzyłem czynność. Zero odzewu. Spróbowałem jeszcze raz, ale znowu bez skutku.
? Wejść czy nie wejść? ? pytałem sam siebie, naciskając jednak klamkę wejściowych drzwi.
Starannie napisane literki tworzyły zdania: Cześć! Musisz na mnie chwilkę poczekać. Najlepiej będzie, gdy rozgościsz się w salonie?
Na dole kartki widniało:
PS Prosto i w prawo?
Udałem się tam, gdzie mnie poproszono, zaglądając wcześniej do każdego pomieszczenia i sprawdzając, czy w tym domu są jeszcze jakieś osoby oprócz nas. Nie było nikogo. Wszedłem do salonu. Usiadłem wygodnie w miękkim wypoczynku, skóra dostosowała się do mojego kształtu ciała. Lewy łokieć położyłem na oparcie, a wzrok skierowałem ku drzwiom do pokoju.
W progu stanęła ona, patrzyła na mnie i ja patrzyłem na nią. To spojrzenie i tę chwilę zapamiętam do końca życia. Ubrana była tylko w szlafrok, włosy miała rozpuszczone. Z jednej strony opadały na ramię, z drugiej je odkrywały. Bardzo dobrze podkreśliła to, co było pięknem jej duszy ? oczy. Zwilżyła pokryte bordową szminką usta, muskając lekko dolną i górną wargę końcówką języka. To był ten moment, w którym serce podchodzi do gardła, nie wiesz co powiedzieć, a gdy już chcesz coś wydukać, głos ci się łamie.
? Wyglądasz? ? przerwała mi, kładąc i zarazem przeciągając wskazujący palec po swoich ustach.
Nie odrywaliśmy wzroku od siebie. Stanąłem w odległości pół metra od niej. Chwyciłem za szlufkę szlafroku i przyciągnąłem ją ku sobie. Pocałowałem ją. Tak jak myślałem, usta miała nadzwyczajnie delikatne.
Przerwała. Jednym ruchem ręki zrzuciła z siebie cały strój. Moim oczom ukazało się jej piękne ciało, które kształtem przypominało klepsydrę. Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego obrotu sprawy po tym, jak ją dzisiaj ujrzałem po raz pierwszy.
Rzuciła mi zalotne spojrzenie, uśmiechając się przy tym lekko. Jej piersi idealnie mieściły się w moich dłoniach, jakby była dla mnie stworzona. Całowaliśmy się jak szaleni, tak namiętnie. Ta noc nie skończyła się jednak na całowaniu?















